„Nad czym umysł rozmyśla, nad tym ciało pracuje” Scott W. Ventrella
Chowam skromność głęboko do kieszeni i powiem wprost: uwielbiam realizować własne projekty. Poniżej relacja z ostatniej eskapady.
Czytaj dalej
„Nad czym umysł rozmyśla, nad tym ciało pracuje” Scott W. Ventrella
Chowam skromność głęboko do kieszeni i powiem wprost: uwielbiam realizować własne projekty. Poniżej relacja z ostatniej eskapady.
Czytaj dalej
Wraz z przyspieszeniem metabolizmu intensywniej nakręcam się do działania. Wzbierają ponownie chęci. Rozpalam się na nowo niczym pochodnia. Na stałe wracam do gry. Krótka przerwa podziałała kojąco a wspólny weekend spędzony z Żonką dodał wiatru w skrzydła…
Czytaj dalej
Skąd wynika moja codzienna dyscyplina? Z pełną mocą dotarło do mnie, że najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na tracenie okazji. Odpowiedzialność nie pozwala mi na to, abym bym chory czy słabowity bowiem muszę egzystować w biznesie, aby mieć z czego pokrywać zobowiązania i dzięki temu spokojnie spać w nocy. Stąd tak intensywna uwaga w odniesieniu do aktywności ruchowej oraz żywności funkcjonalnej. Świadomość = wzięcie odpowiedzialności we własne ręce. Wymówki się skończyły!!! Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że sprawia mi to autentyczną przyjemność. Jestem fanem idei, która zaczęła buzować w moich żyłach. Fanem bycia prekursorem na drodze ku lepszej przyszłości. Pełnej radości, a przede wszystkim zdrowia. Ponadto, jak stwierdził Maxwell Maltz: „Niska samoocena jest, jak jazda przez życie z zaciągniętym hamulcem.” Poczucie mocy sprawia, że niezmiennie czuję się, jak młody bóg.
W czwartek jeżdżąc na rowerze poskramiałem insulinę. Testowałem izomaltulozę spożytą około 30 minut przed startem pedałowania. Efekty były zadowalające. Dystans 41,15 km w czasie 1:41:34 przy hr average 138. Trzeba będzie powtórzyć jeszcze próby, aby uzyskać pełny spokój sumienia, że nie jest to efekt przypadku. Jeśli temat się sprawdzi na dłuższe trasy dołożę jeszcze banana i kwestia dożywienia organizmu podczas długiego treningu będzie rozwiązana.
W niedzielę w ramach nagrody za satysfakcjonujące sobotnie zmagania sportowe zaserwowałem sobie przejażdżkę rowerową wraz z Anią vel Rakieta i Rafciem D. Podbiliśmy wspólnie Górę Kalwarię. Łączny dystans: 74,61 km w czasie 3:59:43.
Cudowna czwartkowa aura spowodowała, że wpadłem na szalony pomysł. Zrobiłem sobie trening na zakładkę. Najpierw rower, potem bieg. W domowej strefie zmian pozostawiłem rower i szybko przeszedłem do biegu. Byłem tak zaaferowany przedsięwzięciem, że dopiero po kilometrze zorientowałem się, że nie zdjąłem rękawiczek rowerowych. Obserwacja: przy takim czasie wysiłku fizycznego przydałby się już żel, którego ewidentnie zabrakło. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony, co najważniejsze nie spuchłem w trakcie biegu. Średnie tempo na poziomie: 5:15 min/km jest dla mnie na tym etapie w pełni zadowalające.
Przepełniony pozytywnymi wrażeniami po niedzielnym triathlonie zainicjowałem nowy tydzień przejażdżką rowerową. Zapewne buzujące we mnie emocje, których w żaden sposób nie mogłem ostudzić spowodowały, że doszło do zrealizowania najdłuższego w tym sezonie dystansu 51,91 km w czasie 2:10:25.
Debiut uważam za udany…
Trzeba się będzie przyzwyczaić do pieluchy, ale na etapie, na którym jestem myślę, że warto. W końcu podlegam procesowi zmian. Pierwsza przejażdżka w pełni udana: Hr Average 135, Hr Max 162, przejechane 46,52 km w czasie: 2:08:50. Drugie podejście równie emocjonujące: Hr Average 139 Hr Max 156, przejechane 42,71 km w czasie: 1:46:26. Trzecie podejście, choć krótkie, jako wisienka na torcie. Pokonał mnie deszcz. Jazda na rowerze ma stanowić urozmaicenie podstawowych treningów i przyjmować formę stricte relaksacyjną stąd też pass. Treningu biegowego bym nie odpuścił z powodu rzęsistego deszczu i silnie wiejącego wiatru. Nastała era zupełnie nowej jakości jeżdżenia na rowerze. Przede wszystkim w temacie mentalnym…
Obudzony trelem ptasiego śpiewu z wielką przyjemnością rozpoczynam nowy dzień. Przemierzam nowymi szlakami, nowym środkiem transportu, ku nowej rzeczywistości. Wszystko dziś jawi się jako dotąd nieodkryte. Jestem niczym Kolumb zmierzający w stronę swojej Ameryki. Powoli myślę o intensywniejszych treningach na rowerze. Bez pośpiechu. Póki co spodenki z pieluchą kupione. W najbliższym możliwym czasie będą testy. Ciekawy jestem, co z tego wyniknie bowiem nigdy nie jeździłem w takim stroju.
Tydzień spięty klamrą wspólnego rowerowania z moją lepszą połową. Zacnie. Czysta przyjemność.
Dzięki Aniu i Rafciu przejażdżką była przesympatyczna: