„Uczcie się historii, znajomość jej jest bardzo potrzebna w życiu” Józef Piłsudski
W sobotę projekt: Titanic. Echa przeszłości, w niedzielę zaś kierujemy się na Kamionek, do tutejszej fabryki 🙂 Cała historia rozpoczyna się w 1851 roku za sprawą Karola Wedla, który w kamienicy Hryniewicza przy ul. Miodowej 12 otworzył cukiernię i warsztat rzemieślniczy. Tym sposobem pod adresem na Zamoyskiego funkcjonuje najstarsza w Polsce fabryka czekolady (tutejszy kompleks zbudowano w latach 1927-1931). Na zlecenie Jana Wedla produkcja została przeniesiona na warszawską Pragę z ul. Szpitalnej. Relacja poniżej.
Za pierwszym razem byliśmy z Adasiem na gorącej czekoladzie po wizycie w Muzeum Warszawskiej Pragi. 🙂 Tym razem stawiamy na wariant zwiedzania z przewodnikiem. Wkraczamy do królestwa czekolady. Założycielem fabryki był Karol Ernest, nie mniej bodaj najbardziej znanym z Wedlów jest Emil. To jego podpis stał się znakiem firmowym.
Inspiracją, by udać się do Fabryki Wedla stało się 90-cio lecie Ptasiego Mleczka… Jan Wedel zainspirowany podróżą do Francji rozpoczął produkcję tego smakołyku w 1936 roku. Jak dla mnie Ptasie Mleczko kojarzące się ze świątecznymi paczkami; ze specyficznym sposobem konsumpcji – w moim wydaniu najpierw czekolada potem pianka. Do tego dochodzi wydźwięk stricte warszawskiego przedsiębiorstwa, dzięki któremu od dziesiątek już lat satysfakcjonującym smakiem – jedynym w swoim rodzaju – cieszą się liczne podniebienia.
Degustacje czekoladowych produktów – a było ich dzisiaj kilka – przypadły do gustu nie tylko Adasiowi. 🙂 🙂 🙂
Uwielbiamy makiety. Tutejsza totalnie zaskakuje nie tylko swoją szczegółowością, ale przede wszystkim budulcem. Skonstruowana jest bowiem z kilku rodzajów… czekolady.
Adaś skonstruował własną etykietę…
Półtorej godziny z przewodnikiem minęło nie wiadomo kiedy. Oprowadzająca nas Zosia super wtajemniczyła nas w arkana czekoladowego imperium stołecznej fabryki. Łyżkę dziegciu z pewnością stanowił „masowy” charakter zwiedzania. Częste poganianie, w zasadzie brak czasu na zrobienie zdjęcia (trafiła nam się dość liczna grupa), bo już po piętach depcze nam kolejna grupa. To także przekładało się na brak możliwości spokojnego zaznajomienia się z ekspozycją, z pogłębieniem wybranych wątków. Nie mniej jednak w ogólnym rozrachunku wyjście, jak najbardziej świetne.
W drodze na taras widokowy mieliśmy przyjemność zobaczyć, jak ręcznie ozdabiane są torciki wedlowskie. Zawsze z przyjemnością spoglądam na ukochany Syreni Gród.
Kolejny miły sentymentalny akcent związany z powrotem do własnego dzieciństwa. Życie pędzi, rzeczywistość zmienia się na naszych oczach, nie mniej jednak są rzeczy, na które nie wpływa czas, jak choćby produkowana w niezmienionej formie czekolada Jedyna, czy też proces ręcznie zdobionych torcików wedlowskich. Działamy Działamy dalej.

















