W czwartek jeżdżąc na rowerze poskramiałem insulinę. Testowałem izomaltulozę spożytą około 30 minut przed startem pedałowania. Efekty były zadowalające. Dystans 41,15 km w czasie 1:41:34 przy hr average 138. Trzeba będzie powtórzyć jeszcze próby, aby uzyskać pełny spokój sumienia, że nie jest to efekt przypadku. Jeśli temat się sprawdzi na dłuższe trasy dołożę jeszcze banana i kwestia dożywienia organizmu podczas długiego treningu będzie rozwiązana.
Miesięczne archiwum: czerwiec 2016
GÓRA KALWARIA ZDOBYTA
W niedzielę w ramach nagrody za satysfakcjonujące sobotnie zmagania sportowe zaserwowałem sobie przejażdżkę rowerową wraz z Anią vel Rakieta i Rafciem D. Podbiliśmy wspólnie Górę Kalwarię. Łączny dystans: 74,61 km w czasie 3:59:43.
NIECO ZASKOCZEŃ
Początek tygodnia ukierunkowany głównie na regenerację. Pierwszy wybieg dopiero w środę. Dawno nie miałem tak długiej przerwy w bieganiu (ostatni trening miał miejsce w piątek o poranku – zatem 4 dni wolnego). Nie mniej jednak nie ignoruję sygnałów przesyłanych przez organizm i uruchamiam racjonalność. Nabawiając się kontuzji nie doprowadzę do niczego dobrego. A ostatni kajakowy weekend z Chrześniaczkiem z pewnością nie sprzyjał odpoczynkowi. W środę zatem na spokojnie, w pierwszym zakresie. Nie ma co forsować organizmu przed zbliżającym się Biegiem Powstania Warszawskiego. Powróciłem do mojej Nibylandii. Nogi same niosą mnie do przodu. Finisz biegu zwieńczony wilanowskim zającem, który przeciął mi drogę radosnym, żwawym kicaniem.
Czytaj dalej
NIE UCHYLAM SIĘ PRZED KULAMI
Nieugaszony płomień roznieci się na nowo przy pierwszym możliwym podmuchu wiatru. Jeśli nie jesteśmy na to gotowi, bowiem zagubiliśmy się w rwącym potoku codzienności, możemy się poczuć mocno zaskoczeni tym faktem. Stąd też tak ważne jest abyśmy w porę reagowali na docierające do nas sygnały. Dla własnego dobra. Między innymi po to, aby nasza egzystencja cechowała się nieustannym radosnym uśmiechem. Konkluzję mam jedną: najważniejsi są zawsze ludzie. Trzeba o tym nieprzerwanie pamiętać.
NIECO ROWEROWANIA
Cudowna czwartkowa aura spowodowała, że wpadłem na szalony pomysł. Zrobiłem sobie trening na zakładkę. Najpierw rower, potem bieg. W domowej strefie zmian pozostawiłem rower i szybko przeszedłem do biegu. Byłem tak zaaferowany przedsięwzięciem, że dopiero po kilometrze zorientowałem się, że nie zdjąłem rękawiczek rowerowych. Obserwacja: przy takim czasie wysiłku fizycznego przydałby się już żel, którego ewidentnie zabrakło. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony, co najważniejsze nie spuchłem w trakcie biegu. Średnie tempo na poziomie: 5:15 min/km jest dla mnie na tym etapie w pełni zadowalające.
NIECO WIEDZY
Strzeżmy się tego, by być przeźroczystymi ludźmi. Cały czas uczmy się czegoś nowego. Jeśli staniemy w miejscu ciężko jest potem ruszyć. Przełamać ogarniający nas stres związany z wyjściem ze schematu. Motywuje mnie myśl autorstwa Levi Brackmana „Cuda zdarzają się tylko wtedy, gdy zmierzysz się ze swoim lękiem i ruszysz naprzód”. Dlatego warto podejmować wyzwania!!!
POSZUKUJĄC RYTMU
Wystarczy uważnie słuchać i człowiek zawsze znajdzie informacje przydatne w pasjach, które realizuje. W poniedziałek podczas szkolenia firmowego zrobiłem sobie profesjonalne badania stóp na plantokonturografie, jak również uzyskałem dużo ciekawych kwestii, które pomogą mi w bieganiu. Znając dokładnie anatomię swojej stopy oraz zasady jej funkcjonowania z pewnością będę miał dużo prościej ustrzec się kontuzji.
CZASOWY LABIRYNT
Czuję się jak cebula… Obieram mą świadomość z zewnętrznych, jałowych warstw zastoju, lenistwa, myślenia typu: NIE DA SIĘ, NIE POTRAFIĘ, czy też NIE CHCE MI SIĘ.
JESTEŚ TYM, CO JESZ
Nieświadoma tego, co je jednostka, robi ze swojego organizmu wysypisko śmieci. Najprawdopodobniej nie zdając sobie z tego sprawy (zakładam, że świadomy człowiek nie tknąłby wielu produktów mając wiedzę, jakie grożą tego konsekwencje) kumuluje w sobie konserwanty i ogrom chemii zawartej w wyprodukowanym jedzeniu. Porażająca jest myśl, że w dużej ilości przypadków przestajemy mówić o hodowli czy też uprawie. W chwili obecnej mamy raczej do czynienia z przemysłową produkcją. Produkcją nastawioną na krwiożerczy kapitalizm, a nie zdrowie i dobro konsumenta. Paradoksalnie klient jako kluczowe ogniwo tego łańcucha przestaje mieć istotne znaczenie. Stąd też należy iść z duchem czasu, płynąć pod prąd aby zadbać nie tylko o siebie, ale i o kolejne pokolenia. Już nie tylko na polu ekonomicznym ale przede wszystkim świadomościowym w odniesieniu do tego, co jemy możemy mówić o daleko posuniętej stratyfikacji społecznej. Skrajne bieguny będą się oddalały od siebie coraz to bardziej. A żywność funkcjonalna będzie stanowiła kluczowy element diety w odniesieniu do świadomej grupy konsumentów.
Czytaj dalej
ZAINSPIROWANY TRIATHLONEM
Przepełniony pozytywnymi wrażeniami po niedzielnym triathlonie zainicjowałem nowy tydzień przejażdżką rowerową. Zapewne buzujące we mnie emocje, których w żaden sposób nie mogłem ostudzić spowodowały, że doszło do zrealizowania najdłuższego w tym sezonie dystansu 51,91 km w czasie 2:10:25.

