WAKAJKI 2026

„Gdziekolwiek pójdziesz, idź tam całym swoim sercem” Konfucjusz

Wraz z początkiem lipca ponad 840 km podczas kaszubskich wojaży, z Rodzinką zaś wracam do ukochanej formy podróży. Na pokładzie Pegaza… W opcji van life… Za sterami, z bijącym z podekscytowania sercem… I najważniejsze: RAZEM bowiem RAZEM NAJLEPIEJ!!! Przeżywamy kolejne przygody. Relacja poniżej.

ESTONIA

Głodni nowych przygód, odwiedzanych miejsc podziwiamy kolejne zabytki. Tym razem Estonia – najmniejsza z nadbałtyckich państw. Nocleg na campingu pod Tallinem (Caravanpark/Saunapunkt) kosztował nas 29 euro. Sanitariaty poprawne, obsługa bardzo miła. Brakowało nam nieco umywalek by spokojnie rano umyć zęby. Płatność gotówką. Sam kemp stanowił świetną bazę wypadową do zwiedzania Tallinna – kilkaset metrów od niego stacja lokalnej kolei (Padula). Docelowy dworzec blisko zamku.

Po raz pierwszy zjawiamy się w Tallinnie – stolicy i największym mieście Estonii. Tutejsze historyczne centrum wpisane zostało na prestiżową listę zabytków dziedzictwa kulturowego UNESCO. Estończycy zwykli mawiać, że nie ma w mieście zabytku, którego nie ratowały dłuta polskich konserwatorów. Kumpel, z którym pracowałem w Kapsie też przyłożył do tego swoje ręce 🙂

Pierwsze wzmianki o Estach zasiedlających te ziemie znalazły się w pismach Tacyta ok 55-120 r n.e. Z racji swej atrakcyjności ziemie następnie zostały podbite przez Wikingów i Duńczyków. Geneza nazwy nawiązuje do określenia „duńskie miasto”.

Stare miasto w Tallinnie wywarło na mnie duże wrażenie. Zwłaszcza średniowieczne mury obronne.

Tutejszy średniowieczny ratusz jest totalnie wyjątkowy bowiem jako jedyny w tej części Europy przetrwał w oryginale do czasów współczesnych. Ponadto jest najstarszy (1371-1374) w Europie Północnej. Czuć potęgę średniowiecza, piękno gotyckiego stylu.

Zamek Toompea – korzenie twierdzy sięgają Estów. Zbudowali oni na stromym wapiennym wzgórzu warownię. Na jej gruzach zamek wznieśli Duńczycy, gdy przejęli te tereny. Potem przeszedł we władanie Zakonu Kawalerów Mieczowych i Zakonu Inflanckiego.

Spacerując po starym mieście można natknąć się na niespodziankę, jak ta 🙂 🙂 🙂

Czas na niezmiernie inspirujące Estońskie Muzeum Morskie (Estonian Maritime Museum at the Seaplane Harbour). Siedziba znajduje się w dwóch lokalizacjach. Rozpoczynamy od XVI-wiecznej wieży.

Wdrażamy się w wątki związane z morzem.

To także czas na świetną zabawę.

Od modeli statków można dostać zawrotów głowy.

Nic nie umyka naszej uwadze.

Nakręceni od razu udajemy się do kolejnej filii. Ty razem znajdujemy się w hangarze niemalże nad samą Zatoką Talińską.

Czas na główną atrakcję programu. Co nie wyszło mi w Polsce (póki co dwie nieudane próby zwiedzenia ORP Sokół) zrealizowałem w Tallinnie.

Znaleźliśmy się na pokładzie łodzi podwodnej.

Czas wejść do wnętrza tego stalowego potwora.

Nie ma co: było to interesujące doznanie…

Można było osobiście zasiąść za różnymi sterami, co rzecz jasna Adaś uczynił. W związku z tym, że pierwotnie mieściła się tutaj hala samolotowa Synal znalazł się także w samolotach.

Był krótki film…

Wystawa malarska…

Zeszliśmy do głębin morskich.

Generalnie rzecz biorąc świetnie zorganizowana placówka. Mieszczące się w dwóch lokalizacjach muzeum zwiedzaliśmy łącznie dobre kilka godzin. Miejsce zdecydowanie warte polecenia.

Wkraczamy do ZOO.

Mimo, że obślizgłe jednak przyciągają uwagę.

W świecie krokodyli.

Piranie wzbudziły zainteresowanie Adasia. Pojawiło się tutaj sporo pytań o to, jak rozprawiają się ze swoją ofiarą. 🙂

Ogród zoologiczny w Tallinnie przeciętny. Powierzchnia duża ale gatunki zwierząt bez szału.

W teorii świetny wybieg dla tygrysa, ale w praktyce sprowadziło się to do tego, że nie udało się go spostrzec. Mimo kilkukrotnych prób…

Generalnie ze wszystkich kotowatych udało się zobaczyć jedynie jednego. Życie…

Zoo nie zachwycało nas do czasu, gdy stanęliśmy oko w oko z niedźwiedziem polarnym. Niebywałe, by mieć szansę obcowania z tym drapieżnikiem zaledwie przez szybę.

Dochodzę do wniosku, iż po wizycie w ZOO Norymberga poprzeczka została zawieszona wysoko. Z pewnością Tallinn nawet do niej nie sięga. Nie mniej jednak te kilka godzin, które tu spędziliśmy uważam za owocne.

Pierwsze kręcenie korbą Adasia zagranicą (Laagri). Wspólne kilkanaście kilometrów za nami. W urlopowym wydaniu wracamy do projektu ojciec i syn. Swoją drogą estońska infrastruktura rowerowa robi wrażenie…

Przelotowo pojawiliśmy się w Solar Caravan Park (23 euro/nocleg). Samo miejsce jak najbardziej w porządku. Do tego świetna infrastruktura. Niezwykle uprzejmy personel. Niestety dla nas trafiliśmy tutaj w sobotę – od dudniącej w okolicy imprezowej muzy aż więdły uszy.

Jedziemy dalej… Przed nami niezmiernie interesująca miejscowość: Parnawa – jeden z głównych kurortów Estonii. Określany mianem letniej stolicy. Wcale mnie to nie dziwi po tym, jak poszliśmy na plażę. Szeroka, długa z łagodnym zejściem do morza.

Czerwona wieża – najstarszy zabytek i jedyna pozostałość po średniowiecznych murach obronnych.

Tutejsza drewniana architekturą przypadła mi do gustu.

Estonia mega pozytywnie mnie zaskoczyła. Ogromu przyrody się spodziewałem, ale mentalność tutejszych ludzi… Estończycy są życzliwi, uśmiechnięci. Epatują pozytywną energią. Coś niebywałego. Istota człowieczeństwa. Jedziemy dalej…

ŁOTWA

Na naszym turystycznym szlaku czas na Łotwę. Tutejszy Park Narodowy Gauja stanowi największy kompleks parkowy w krajach bałtyckich. Generalnie rzecz biorąc prawie 40% powierzchni kraju pokrywają lasy.

Zaczynamy wspinaczkę na tutejsze wzniesienie…

Według archeologów grodzisko na wzgórzu istniało już około 1000 lat temu. Pierwszymi mieszkańcami regionu byli Liwowie.

W XIII wieku w jego miejscu zakonnicy wznieśli zamek. Forteca była siedzibą arcybiskupa ryskiego. Po wielkim pożarze założenie popadło w ruinę. W chwili obecnej od kilku lat trwają prace konserwatorskie. Wkraczamy do średniowiecznego zamku w Turaidzie.

Zacna warownia. Adaś ganiał jak szalony.

Usytuowana na wzgórzu z widokiem na zakola pobliskiej rzeki (Gauja), co tylko dodaje jej uroku.

Nie zabrakło interesujących zadań, jak również wykopalisk archeologicznych.

Camping „Lakeside” Sigulda 37 euro. Nad małym urokliwym jeziorkiem. Cisza, spokój. Atmosfera wręcz sielska. Nastrojowa muzyczka w sanitariatach. Dobrze przygotowana infrastruktura. Krótka ścieżka przyrodnicza (ok 1,7 km) przez tutejszy przecudny las. Można poczuć moc natury. I grunt sprężynujący niczym gąbka. Rzecz jasna nasączona wodą…

Stolica Łotwy, Ryga przywitała nas burzą. Nie wróżyło to dla nas dobrze. Przecież mieliśmy uciekać od deszczu… Największe miasto republik nadbałtyckich. Wykopaliska archeologiczne potwierdzają istnienie osady już w II w n.e. za początek istnienia miasta przyjmuje się 1201 rok. Historyczne centrum wpisane do UNESCO.

Wspaniale miejsce do spacerowania, do tego by zagubić się w labiryncie nieregularnie rozmieszczonych uliczek.

Pomnik Wolności wzniesiono z publicznych składek. Oficjalnie odsłonięty w dzień ogłoszenia pierwszej niepodległości – 18 listopada 1935 r. Kobieta dzierży w dłoniach 3 gwiazdy – symbolizujące Inflanty, Łatgalię i Kurlandię. Można na pomniku także dostrzec płaskorzeźby postaci z mitologii łotewskiej oraz sceny nawiązujące do historii kraju.

W halach targowych w Rydze można lokalnie zjeść. My stawiamy na pielmieni.

Sowiecka szkarada dotarła także do Rygi. Okupację sowiecką Łotysze wspominają bardzo źle. Do miasta masowo sprowadzano robotników z bloku wschodniego. Przez kilkanaście lat liczba rdzennych mieszkańców miasta zmniejszyła się do 40%. Łotysze stali się mniejszością we własnym mieście.

Zamek Ryski Zakonu Inflanckiego wznoszono w XIV i XV w. obecnie jest siedzibą prezydenta Łotwy. My zwiedzamy jego południową część, w którym znajduje się Łotewskie Muzeum Historyczne. Zamek rycerzy kawalerów mieczowych w Rydze ulokowany jest nad Dźwiną.

Wkraczamy do podziemi.

Jak również zwiedzamy pozostałe piętra zamku.

Adaś bierze udział w rozwiązywaniu zadań. Ciekawy pomysł na naukę historię najmłodszych zwiedzających.

Muzeum zamkowe świetnie wypełnia nam czas. Ekspozycja z udanym skutkiem łączy współczesne nowinki technologiczne z prezentacją zamierzchłych wątków. Adaś niemalże wsiąkł w średniowieczne motywy.

Riverside camping stanowi bardzo dobre miejsce wypadowe do zwiedzania Rygi. Komunikatywna, pomocna Ekipa, poprawne sanitariaty. W naszym wydaniu,z przyłączem do prądu (układ 2+1) wyszło 37 euro za dobę (minus za płatność wyłącznie gotówką). Bardzo blisko przystanek autobusowy. Bilet czasowy na tutejszą komunikację miejską (dzieci za darmo) można kupić na kempie, jak również uzyskać dużo przydatnych informacji.

Przed opuszczeniem Rygi pojawiamy się jeszcze w Muzeum czekolady Laima.

Podróżowanie na luzie ma wielka zaletę – mimo mało zachęcających prognoz pogody w pierwszym tygodniu naszej wakacyjnej przygody udało nam się wyłapać okienka pogodowe i zwiedzić tym samym bardzo fajne atrakcje turystyczne. Swoją drogą wreszcie funkcjonowanie na kempie. Jakże mi tego brakowało…

Jurmała – najbardziej znany kurort wypoczynkowy na Łotwie. W 1838 roku specjalnie dla cara Mikołaja II wzniesiono tutaj rekreacyjny dom z łaźnią. Zapoczątkowało to powstanie uzdrowiska.

Przyjazd do Jurmały był dobrym pomysłem. Spacer głównym deptakiem i spoglądanie na tutejszą architekturę drewnianą dały nam możliwość poczucia klimatu uzdrowiska. I jeszcze uliczni grajkowie. Sztos!!! Spodobała mi się także tutejsza koncepcja – płacisz 5 euro opłaty za wjazd (system działa w ujęciu dobowym) i masz z głowy. Żadnych parkometrów, przy tablicy z planem miasta możesz wziąć papierową mapę. Na mieście dostęp do darmowych toalet. Coś za coś.

Przystajemy na obrzeżach jednego z łotewskich parków. Camping Abragciems (20 euro za noc). W tutejszej restauracji do wyboru kilka dań. Placki, naleśniki, łosoś z grillowanymi warzywami, grillowane kawałki polędwiczki wieprzowej czy zupa rybna całkiem w porządku. Sprzątana plaża. Długo płytko ale wyzwaniem mogą być kamienie które trzeba najpierw pokonać aby wejść do wody. Wyznaczony plac pod kemping kameralny. Obsługa niezmiernie miła. Sanitariaty w porządku, choć brak klasycznej słuchawki prysznicowej może być wyzwaniem przy podróżowanie z małym dzieckiem. Spędziliśmy tutaj dwa miłe noclegi.

Idealny moment. To jest właśnie ta chwila: czas na solo kręcenie korbą. Zapuszczam się w głąb Parku krajobrazowego Jezioro Engure (Dabas parks „Engures ezers”).

Gdy ujrzałem dzikie krowy wpadłem w zdziwienie, kiedy do sielskiego obrazka dołączyły wolno żyjące konie, wpadłem w zachwyt.

Przemieszczając się napotykam na swej drodze dużą ilość pustostanów. Będąc na Łotwie czuć dlaczego królestwo owadów jest najliczniejszą grupą zwierząt na świecie. Wystarczy zatrzymać się na chwilę na rowerze… To była epicka przejażdżka (pykło 74 km).

W naszym wydaniu jedynie krótki przystanek, nie mniej jednak Mersrags to urokliwa mieścina.

Przylądek Kolka – najbardziej na północ wysunięty punkt Kurlandi. Totalna magia w odniesieniu do natury. W Zatoce Ryskiej totalna flauta, błękit spokojnej wody kojący duszę i cieszący oczy. Woda niczym nie przypomina Bałtyku, do jakiego przywykłem nad polskim wybrzeżem. Mój absolutny top nad Morzem Bałtyckim. Ciepła woda, satysfakcjonująca plaża, okolica obfitująca w dziką naturę i jeszcze do tego w zasadzie brak ludzi.

Możliwość cieszenia oczu ogromem natury ma także swoją cenę, jak to, że nagle kończy się asfalt. 🙂 Swoją drogą na mym licu pojawia się mimowolny uśmiech z chwilą wspomnienia występowania znaków z ograniczeniem prędkości do 70 km/h na tego typu nawierzchni.

Camping Mikelbaka kosztował nas 30 euro za noc. Sanitariaty regularnie sprzątane. Woda z nieprzyjemnym zapachem. Piękna plaża, z piaskiem, bez kamyków. Cudne zachody słońca. Na miejscu Synal z przyjemnością skonsumował tutejszą pizzę margerithę. Blisko do morza, w nocy słychać jego błogi szum. Duża przestrzeń na kempie. Dostępna kuchnia, aby skorzystać trzeba iść do informacji po kluczyk.

Cieśnina Kura kurk – tutaj mamy przyjemność podziwiać pierwszy zachód słońca podczas tegorocznych wakajek.

Z Synalem pokręcone w Estonii, czas na Łotwę. Postanowiliśmy z Adasiem przejechać się rowerami po lokalnej drodze. 🙂 🙂 🙂 Finalnie wspólnie pokręcone zaledwie kilka kilometrów. Pokonały nas… owady. Cała chmara, mocno gryzące, łaknące naszej krwi… Trzeba było skapitulować. Kolejny raz uzmysławiam sobie, że czasem po prostu należy odpuścić. Nie ma sensu przenosić swoich niespełnionych ambicji na Syna 🙂

Drugie solo kręcenie korbą w trakcie wakacyjnych wojaży tym razem z akcentem historycznym. Przenoszę się do czasu gdy obecne tereny zajmowali sowieci. Wjeżdżam do opuszczonego miasta Irbene – stanowiło ono miejsce zamieszkania pracowników pobliskich radioteleskopów wraz z ich rodzinami. To tutaj ZSRR podsłuchiwało Zachód. Rzecz jasna wszystko było ściśle tajne. Cudne miejsce by wrzucić na luz i dać poszaleć wyobraźni. Wjeżdżam bez przepustki… Kiedyś nie dało się inaczej. A miejscowości, jako takiej nie było na mapach…

W 1971 roku powstał tu tajny ośrodek radarowy pod kryptonimem „Gwiazda„. W latach 90-tych, po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości, powstało tutaj Międzynarodowe Centrum Radioastronomii w Windawie (Virac). Radioteleskop paraboliczny rt-32 to istne monstrum. Składa się z ponad 20000 elementów a tylko centralny stożek wazy 80 ton. Teleskop znajduje się na 25 metrowej wieży. Stanowi największą tego typu konstrukcję w Europie Północnej.

Nieco z partyzanta udało się jeszcze zawiesić oko na radioteleskopie rt-16. Przejażdżka z wątkiem sowietów dorzuciła 30 km do puli 🙂

Nieustannie cieszą mnie chwile wspólnej konsumpcji.

Adaś wkręca się w tematy urbexu. Debiutował w trakcie wizyty na zamku w Łapalicach. Tym razem bardziej aktywnie… Przechodzimy do penetracji.

W drodze na ostatni kemping w trakcie wakajkowej przygody zatrzymujemy się w Windawie. Zamek zakonu krzyżackiego – skromnych rozmiarów, nie mniej jednak jest na czym oko zawiesić.

Następnie spacer po Windawie. W sumie w pełnym słońcu i przy braku wiatru stanowił nie lada wyzwanie.

Ostatnia kempingowa przygoda na Łotwie w terenie leśnym (Ziemupe), nad samym morzem. 27 euro za noc. Cudny kontakt z naturą: szumiące drzewa, melodia pobliskiego Bałtyku, ćwierkające ptaki, szkoda jednak że nie przestrzegana jest cisza nocna. Sanitariaty poprawne. Płatność gotówką. Pobliska plaża oferuje niemalże idealne warunki do wypoczywania. Magia zachodu słońca nad morzem.

Jeżdżąc po Estonii czy Łotwie można w pełni delektować się drogą, bez mozolnego użerania się z innymi uczestnikami ruchu. Jest ich bowiem bardzo niewielu… Podczas całej podróży często zdarzało się, że jechałem totalnie sam.

Łotwa żegna nas deszczem 🙂 Hm, coś jakby zatoczyło się pełne koło. Jakoś tak mi się skojarzyło. My zaś, generalnie rzecz biorąc robimy swoje…

LITWA

Tym razem przez Litwę niemalże wyłącznie przejazdem (w zasadzie to trzeci raz Adasia na Litwie 2019 ; 2023) z jednym turystycznym przystankiem w Połądze. Zatrzymaliśmy się w najpopularniejszym i największym uzdrowisku nadmorskim Litwy. Drzewiej jedyny port w kraju. Rzekomo to tutaj Adam Mickiewicz po raz pierwszy zobaczył morze. Pierwsi kuracjusze pojawili się w Połądze w XIX wieku, kiedy to okoliczne dobra nabył Michał Tyszkiewicz. Udajemy się do Pałacu Tyszkiewiczów – wybudowany pod koniec XIX wieku – mieści Muzeum Bursztynu. Placówka posiada najbogatszą na świecie kolekcję inkluzji, czyli zatopionych w jantarze roślin i zwierząt.

W muzeum już tłoczno. Podczas pobytu w Estonii i Łotwie odwykliśmy od ludzi. Sama wystawa ciesząca oczy. Warto było przystanąć w trasie. Bursztyn nie bez przyczyny określany jest mianem „złota Bałtyku„.

Bursztyn – geneza słowa wywodzi się z języka niemieckiego i oznacza „płonący kamień”. W językach słowiańskich – jantar. Z jantarem wiążą się także legendy. Są to łzy Heliad wylewane z tęsknoty za Zeusem. Tacyt twierdzi zaś, że wytapiany jest przez promienie słońca. Według litewskich legend znajdowane na plażach jantary są szczątkami podmorskiego pałacu bogini Juraty, która zakochała się w rybaku Kastytisie. Niezmiernie obruszyło to boga Perkuna, który w gniewie roztrzaskał bursztynowy pałac, zabił Juratę i jej ukochanego. Tak czy siak ze względu na sposób powstawania nie znajdziemy dwóch jednakowych grudek jantaru.

Totalny unikat – jaszczurka zahibernowana w jantarze.

Zamykamy tutaj naszą wakacyjną przygodę. Pora obrać kierunek na dom.

Adaś z pełną mocą wskoczył w nasz tryb aktywnego wypoczywania. Z sukcesem realizowaliśmy nasze turystyczne założenia przeplatając je grą w piłkę nożną.

Ważne, by skupiać się na tu i teraz… Zdecydowanie warto było nakręcić nieco kilometrów Pegazem. Czas na małe podsumowanie:
Ilość dni: 13
Ilość km: 2553,5
Kręcenie korbą: 123 km
Spacery turystyczne: 78,40 km
Ilość kempingów: 6
Odwiedzone państwa: 3
Odwiedzone miejscowości:
Estonia: (3) Laagri, Tallin, Parnawa
Łotwa: (10) Turaida, Ryga, Jurmała, Abragciems, Mersrags, Kolka, Mikelbaka, Irbene, Windawa, Ziemupe,
Litwa: (1) Połąga

Tak, tęskniłem…
za świeżym powietrzem,
za oddychaniem wolnością,
za ucieczką od codzienności,
za dotykiem ziemi gołą stopą,
za ludzkimi uśmiechami.
Magia wspólnie przeżywanych chwil. Każda podróż owocuje nowymi wrażeniami, ofiarowuje nam cudne wrażenia, ale i po jej zakończeniu mamy możliwość odczuwania wdzięczności za powrót do naszej bezpiecznej przystani. Do domu. W miejsce, które kreujemy poprzez naszą miłość. Działamy Działamy dalej.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

1 myśl w temacie “WAKAJKI 2026”

  1. Przy noclegu pod Tallinem za 29 euro i później w Solar Caravan Park widać, że w krajach bałtyckich warto mieć plan B na postój. Z praktyki dodam: przy takich trasach dobrze sprawdza się zapas energii na 1–2 dni bez podpinania do słupka, bo pogoda i dostępność przyłączy bywają nierówne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *