MAJÓWKA 2026

„Ważne, że mnie się podoba, że dla mnie jest pierwszą gwiazdą ekranu” Leopold Tyrmand

Weekend majowy czas start. W Norymberdze byliśmy w 2019 przelotem w trakcie pierwszej długiej trasa Adasia. Zatrzymujemy się tutaj ponownie, aby pochylić się nad dwoma interesującymi wątkami. Relacja poniżej.

Rozpoczynamy od wizyty w Playmobil Fun Park. W mym odczuciu ostatni moment. Nie przespaliśmy tematu przeżycia cudownej przygody i zapisania na kartach wspomnień motywu Playmobil. Wkraczamy na teren kompleksu, płacisz raz na wejściu i masz dostęp do wszelkich atrakcji (w naszym układzie 2+1: 74,70 euro).

Na początek zatoka piracka. Statek piracki – totalny sztos. Interesująco zorganizowana przestrzeń. Nie tylko dla dzieci 🙂

Motyw tratwy stanowił dla nas świetny wariant na wspólne działanie. Potrzebna była odpowiednia koordynacja by nie znaleźć się w wodzie. Do tego prywatny fotograf, który uwieczniał nasze poczynania z perspektywy lądu 🙂

Była także i laguna piracka. Aztecki klimat mega mi podszedł. Wyobraźnia mogła czynić swoje…

Nie zabrakło zamku. Atrakcja, na którą chyba najbardziej wyczekiwał Adaś.

Rzecz jasna zaliczyliśmy nawet tutejsze lochy…

Zabawy z towarzystwem wody ciąg dalszy.

Najwięcej czasu zabawiliśmy w kopalni złota. Świetny motyw z poszukiwaniami. Samorodki złota, diamenty, mini monety. Petarda. Sam się świetnie bawiłem jako asystent głównego Poszukiwacza.

Adasiowy projekt ludzika Playmobil.

Zmiana dokonuje się szybciej niż nam się wydaje. Niby człowiek ma jej świadomość a tu nagle okazuje się że Synek ma ochotę pielęgnować jednorożca w bajkowej krainie…

Gokarty – idealny motyw na projekt ojciec i syn.

Wiele naprawdę świetnych rodzinnych chwil. Przyjazd tu stanowił jeden z bardziej inspirujących motywów ostatnich tygodni. Gdybyśmy wzięli akcesoria typowo wodne – wyszedłby bity cały dzień. Od otwarcia do zamknięcia. Wybrane atrakcje zostały zaadoptowane do możliwości kąpieli. Ponad 7 godzin cudnej przygody… Po jakimś czasie przestało mi nawet przeszkadzać brak respektowania, jak mi się dotąd wydawało, podstawowych zasad typu: ruch prawostronny, najpierw się wychodzi potem wchodzi. O możliwości robienia zdjęć nawet nie mówię – ludzie przemieszczają się tutaj niczym święte krowy i bynajmniej nie chodzi o dzieci. Świetnie przygotowana infrastruktura – wielopoziomowe parkingi usytuowane przy samym wejściu (6 euro za dobę). Nawet camper platz – byłaby opcja noclegu gdybyśmy wpadli na pomysł wyprawy Pegazem. Szkoda, że funkcjonuje wyłącznie język niemiecki. Totalnie nie ogarnialiśmy komunikatów z głośników a z pewnością dotyczyły jakiś dodatkowych atrakcji. Nie ma co. Warto było nakręcić tyle kilometrów, aby się tutaj pojawić. A radość Adasia… bezcenna. Synek epatował pozytywną energią niczym nieustannie wybuchający wulkan. Stan wyraźnego pobudzenia towarzyszył mu do późnych godzin nocnych.

Pojawiło się też ponad programowe wzruszenie – powrót do własnego dzieciństwa, do młodych lat w otoczce stanu wojennego, komuny, transformacji ustrojowej… Korzystając z możliwości jakimi dysponujemy mogliśmy zaserwować własnemu dziecku coś, o czym mogliśmy jedynie pomarzyć. Coś dla Adasia z pewnością wyjątkowego, nie mniej w zasięgu rączki. Dzięki takim wyjazdom jeszcze wyraźniej dostrzegam, iż w Polsce przez ostatnie kilkadziesiąt lat dokonała się potężna zmiana. Obecnie w sercu nie czuję żalu za stracone możliwości z własnego dzieciństwa – mimo natłoku pracy i licznych wyzwań Rodzice robii co mogli dając mi miłość – dziś czuję wdzięczność za to, co mogę zaserwować własnymi dziecku. I przy okazji poczuć się niczym Piotruś Pan 🙂

Po niedawnej wizycie – niezwykle nas satysfakcjonującej – w ZOO Borysew postanowiliśmy udać się do ogrodu zoologicznego u naszych zachodnich Sąsiadów (Tiergarten Nurnberg).

Małpi świat robi wrażenie. Czuć moc!!!

Pokaz delfinów nie uszedł naszej uwadze. Od razu pojawiły się sentymentalne myśli o Kłajpedzie i tamtejszym show. W zasadzie wrażenia pozytywne. Nie mniej jednak szkoda bo gadania dużo – pewnie ciekawego – mimo że zwierzęta cieszyły oczy swym show – Adaś przejawiał znudzenie – a my znając wyłącznie angielski nie mogliśmy nic dziecku dopowiedzieć. Zdecydowanie pokaz delfinów w Kłajpedzie bije na głowę tutejszy.

Krótki motyw w podwodnym świecie.

Pingwiny wzbudzają wyłącznie pozytywnie emocje. 🙂 🙂 🙂

Ścieżka kładką wśród koron drzew – mistrzostwo. Nie ma co, Niemiec potrafi…

Miś. Duże misie…

W świecie króla zwierząt…

To tygrysie spojrzenie potrafi przeszyć człowieka.

Zuza i Jej ulubione surykatki.

Udało się podpatrzeć naprawdę duże ptaki.

Na deser spotkanie z kangurami.

Drugi dzień z rzędu łażenia i tym razem ponad 6 godzin. To pokazuje nam jedno: zainspirowany młody człowiek jest w stanie dać z siebie wiele…. Dużo więcej niż nam się wydaje. Jeśli chodzi o samo ZOO. Naprawdę warto je odwiedzić (bilet rodzinny: 47,50 euro). Duży, darmowy parking w pobliżu wejścia. Krótki spacer i można rozpocząć przygodę w królestwie zwierząt. Przepiękny, malowniczy teren. Okolica urzekająca. Siedziby lwów czy tygrysów umiejscowione w skale. Wielkie wybiegi dla zwierząt. To nie tylko luksus dla tutejszych mieszkańców ale i możliwość dla odwiedzających spogladania na zwierzęta z różnych perspektyw. Podobnie, jak w Playmobil, płacisz jedynie na wejściu. Potem wszelkie dostępne atrakcje stoją przed tobą otworem. Pokaz delfinów, czy karmienie pingwinów na którym byliśmy, wyłącznie po niemiecku. Dodatkowo duży minus za wyłącznie niemieckojęzyczne opisy. Mogli się pofatygować i chociaż w języku angielskim ulotkę z mapą przy kupnie biletów zaproponować. Co nam po niemieckiej… Czuć niedosyt bowiem nie udało się dostrzec jednego z dzikich kotów. Będzie pretekst, aby tu wrócić…

Epickie 4 dni za nami. Familijny czas przepełniony spokojem, harmonią i dobrymi wrażeniami. Działamy Działamy dalej.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *