Cały tydzień przebiegał w aurze spokoju w odniesieniu do aktywności ruchowych. Zrealizowałem tylko dwa wybiegi (pokonany dystans raptem 20,17 km). Postępował proces wyciszania się, aby całą energię skumulować podczas niedzielnego startu. Doprowadziłem organizm i umysł do stanu głodu. Jestem spragniony startu, końcowego odliczania i wystrzału, abym mógł napiąć mięśnie i przystąpić do ataku niczym tygrys…
W sobotę całkowicie relaksacyjnie wraz z grupą kompanów udaliśmy się na rowerkach do Konstancina, by pooddychać powietrzem w tamtejszej tężni. Finalny dystans wyniósł 38,52 km.
Nasza cała ekipa w akcji:


