DEBIUT PODRÓŻNICZY Z WATAHĄ

Patataj, patataj,
pojedziemy w cudny kraj!
Tam gdzie Wisła modra płynie,
Szumią zboża na równinie,
Pojedziemy, patataj…
A jak zowie się ten kraj?
Pojedziemy w cudny kraj, Maria Konopnicka

Ponownie smak trasy…
Tak, to właśnie uwielbiam.
Wreszcie się doczekałem…
Pierwsza wspólna wyjazdowa przygoda z Watahą.
Emocje sięgają zenitu.

Czas życia jest poszukiwaniem własnej ścieżki.
Na krótki czas odciskamy nasze ślady.
Tropy pozostawione dla kolejnego pokolenia, by zainspirować je do podążania własną, zdefiniowaną drogą.
Wybieramy się na przedłużony weekend w związku z Bożym Ciałem. Pojawia się doskonała okazja, by odkrywać kolejne klimatyczne miejsca na mapie Polski i to w mocno rozszerzonym składzie. Czas na Boże Ciało trip. Relacja poniżej.

Trasa w skrócie:
Długość: ok 1172 km
Czas podróży: 8 dni
Początek i koniec: Warszawa, Wilanów zone
Przebieg trasy: Łomianki – Płońsk – Glinojeck – Mława – Olsztynek – Elbląg – Gdańsk – Żukowo – Kartuzy – Łapalice – Miechucino – Czarna Dąbrówka – Słupsk – Rowy – Smołdzino – Kluki – Smołdzino – Rowy – Objazda – Przewłoka – Ustka – Przewłoka – Objazda – Rowy – Dębina – Lubuczewo – Słupsk – Mianowice – Podkomorzyce – Sierakowice – Chmielno – Zawory – Ręboszewo – Kartuzy – Żukowo – Kowale – Krępiec – Żuławki – Drewnica – Mikoszewo – Stegna – Kąty Rybackie – Sztutowo – Rybina – Nowy Dwór Gdański – Elbląg – Glinojeck – Płońsk – Łomianki

W DRODZE NAD MORZE

Dłuższy postój w drodze nad morze ponownie realizujemy w Olsztynku. Tym razem zwiedzamy tamtejsze Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku. Jeden z najstarszych skansenów w Polsce. Ostatnio odwiedzany skansen w Radomiu zajmował obszar nieco ponad 30 hektarów. Tutaj natomiast to aż 94 hektary serwujące podróż w czasie. Jestem pod wrażeniem już na starcie i z radością w rodzinnym gronie wkraczam w świat czasów bezpowrotnie minionych.

Od razu w oczy rzuca się skrajnie różny krajobraz wsi przełomu wieku. Znaczna różnica między wsią z rejonu radomskiego (ostatnio odwiedzany skansen podczas wyprawy rowerowej) daje do myślenia. Chociaż jedno pozostaje jednak niezmienne – wzajemne przeplatanie się ludzkiej egzystencji i otaczającej nas natury. Przechadzając się pośród drewnianych zabudowań i chłonąc klimat czasów, które odeszły do lamusa czuję spokój. Me wnętrze wypełnia harmonia… swoisty balans w odniesieniu do galopującej rzeczywistości. Właściwa destynacja na rodzinny spacer. Miejscowa pijalnia ziół stanowi doskonałe miejsce na odpoczynek podczas zwiedzania.

Nie mogło zabraknąć wiatraków. Tym razem 4.

Z pewnością swoistą wisienką był tutejszy Holender.

Tymczasem na jednym z krótkich postoi Adaś zaczyna swoją kolejną przygodę…

ROWY

Jako bazę noclegową wybieramy Przymorze Camping nr 156. W naszym wydaniu Campervan – dwójka dorosłych i dwuletni Adaś plus przyłącze do prądu wyszło 73 zł za dobę. Bardzo miły personel. Zadbany kemping. Jedyne czego mi zabrakło to plac zabaw dla dzieci, z którego chętnie bym skorzystał oraz brak możliwości zapłacenia kartą. Sanitariaty w porządku z ciepłą wodą i papierem toaletowym. Z pewnością kemping godny polecenia.

Tym razem Dzień Dziecka w kempingowym wydaniu. Pośród natury celebrujemy święto kolejnego pokolenia. Naszych ukochanych Pociech.

Zaczynam czerpać przyjemność ze spoglądania na otaczającą mnie rzeczywistość oczyma Adasia. Na nowo odkrywam pozornie znane obszary. Ten świat jest taki kolorowy, tak spokojny, epatujący uśmiechem i miłością. Wchodzę głębiej i głębiej, aby odnaleźć wewnętrzny spokój. W wielu momentach z sentymentem wspominam… małego Piotrusia, który kiedyś też wkraczał w świat u boku Marco. Tak, największy skarb, jaki mogę zaoferować swemu Dziedzicowi, to czas w pełni wypełniony moim zaangażowaniem. Po pożegnaniu Marco zaczynam także rozumieć wymianę pokoleń. Jeszcze tylko nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Póki co tęsknota miesza się z pustką. Poszukuję zrozumienia. Zrozumienia, które da mi satysfakcjonujące poczucie ulgi.

KLUKI

Sam dojazd do skansenu stanowił nie lada turystyczną atrakcję. Słowiński Park Narodowy to esencja dzikiej przyrody polskiej. Zwiedzamy Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.

Ciekawa koncepcja zorganizowania skansenu – został on bowiem wtopiony w pejzaż wsi Kluki. Dzięki temu zabiegowi spotęgował moje pozytywne odczucia.

Tutaj rzeczywiście można odetchnąć pełną piersią i poczuć historyczny klimat regionu.

Najstarszy zachowany przykład budownictwa Słowińców. Chałupa z XVIII wieku.

Maszyny rolnicze tej generacji pamiętam jeszcze ze swoich dziecięcych lat, gdy wakacje spędzałem na wsi. Mało tego, gdzieś w zakamarkach umysłu jestem w stanie odtworzyć dźwięki jakie wydobywały się w trakcie ich użytkowania. Sentyment pozostał…

NATURALIZM

Na kempingu nie mogło zabraknąć grilla…

Van life w pełnej krasie. Tak, jak lubię… Kameralna przestrzeń Pegaza sprzyja poczuciu bliskości. Przytulańce, dotyk i miłość w esencjonalnej formie. Kocham van life. Coś pięknego. Bezcenne chwile, gdy cały mój świat mam przy samym sercu. Upajam się chwilą, chłonę otrzymany dar. Jestem zwyczajnie szczęśliwy.

W drodze na plażę.

Czysty relaks…

Będąc w Rowach koniecznie trzeba wstąpić do Słowińskiego Parku Narodowego i zobaczyć panoramę Jeziora Gardno.

USTKA

Podczas kręcenia korbą wzdłuż polskiego wybrzeża, Ustka zrobiła na mnie duże wrażenie. Postanowiłem tu wrócić, by dosadniej poczuć klimat tej nadmorskiej miejscowości rybackiej.

Całym stadem ruszamy na wycieczkę. Na przeciw nowej przygodzie. Chłoniemy aromat przygody. Odnajduję wewnętrzny spokój. Wchodzimy na obroty.

Syrenka Ustecka w herbie miasta pojawiła się w 1922 roku. Rzekomo, kto pogłaszcze Syrenkę po lewej piersi, temu spełni się półtora życzenia. Półtora – bo trzy życzenia spełniają złote stuprocentowe rybki, a Syrenka to złocista pół-ryba, pół-kobieta.

Aktorka komediowa stulecia. Musieliśmy pojawić się przy pomniku upamiętniającym Irenę Kwiatkowską.

Z perspektywy roweru wyglądało to całkiem inaczej. Miejscowość wzbudziła dużo większe zainteresowanie. Teraz po prostu fajnie, ale bez zbędnego entuzjazmu. Może na osąd sytuacji wpłynął fakt, że mocno wiało, a dodatkowo z trójką małych dzieci przemieszczanie się stanowiło swoiste wyzwanie? Sam nie wiem. Generalnie wycieczkę zaliczam do udanych.

W DRODZE NA MIERZEJĘ WIŚLANĄ

Kierując się w stronę Mierzei Wiślanej pierwszy przystanek realizujemy w Słupsku, by zobaczyć tamtejszy Zamek Książąt Pomorskich. Szkoda, że na krótko. Kiedyś trzeba będzie tu jeszcze wrócić. Miejsce kryje duży potencjał, zwłaszcza, że zamek wzniesiono już w 1507 roku za panowania księcia Bogusława X. Obok niego, starszy o dwieście lat młyn wodny.

Zjeżdżając na drogę wojewódzką numer 211 kieruję się ku sercu dzikiej natury. Gdziekolwiek nie spojrzeć co i rusz wyłania się jakaś woda. Otacza nas niczym pierścień. Z pewnością wrócę jeszcze do Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Tym razem, czując niedosyt naginam jeszcze odrobinę rzeczywistość. Po rozmowie z Tomkiem P. odbijamy na kawę do Ręboszewa. Tak to ze mną właśnie jest… Nowa inspiracja lotem błyskawicy zajmuje turystyczne skrzydła. Nie nasyciłem głodu w skansenie. Zapragnąłem delektować się wiatrakami w ich naturalnym otoczeniu. I oto on. Do tego smak kawy w trasie i radość na licu. Czego chcieć więcej??? No dobra, dochodzi jeszcze sam wjazd na Górę Sobótkę. Rekonstrukcja oryginalnej konstrukcji wiatraka bardzo mi się podoba.

Kolejny koźlak to totalny oryginał z 1718 roku, wykonany prawie całkowicie z drewna. Unikatowy wiatrak przemiałowy z bryłą dachu na kształt odwróconej łodzi. Jest najstarszym zachowanym wiatrakiem na pobrzeżu Bałtyku. Lubię urozmaiconą turystykę. Wieś Drewnica pozytywnie zaskakuje.

KULTOWE JUŻ KĄTY RYBACKIE

Boże Ciało spędziliśmy w Kątach Rybackich rok temu, dwa lata temu, jesteśmy zatem i w tym roku. Powoli staje się to tradycją. Piękną tradycją, którą tworzymy wraz z Przyjaciółmi. Z takich wartościowych chwil budowana jest nasza codzienność.

Intensywność wrażeń niezmiernie mnie cieszy.

Nie mogło zabraknąć Morza Bałtyckiego.

W STRONĘ DOMU

Każda podróż, nawet ta najbardziej piękna i barwna prędzej czy później musi zmierzać ku końcowi. Tak to jest. Na całe szczęście kreuje to chęć do dalszego planowania.

Być…
Delektować się pięknem chwili…
Cieszyć tym, co się ma!!!
Kolejny czas za nami…
Kolejne wartościowe chwile…
Kolejne zmiany – do dzielenia radosnych turystycznych momentów dołączają jeszcze Bliźniaki…
Nasza podróżnicza maszyna na dotarciu. Balansujemy, aby satysfakcjonująco zgrać zróżnicowane rytmy dzienne naszych Pociech. A nie jest to prosta sprawa. 🙂 Nie mniej jednak jak się mówi: dla chcącego nic trudnego.

A co w mojej głowie drzemie…
Piotruś Pan wiecznie żywy choć los coraz obficiej mnie doświadcza. Zmusza do odrabiania dużo większej ilości życiowych lekcji, by nie dumać z głową w obłokach. Z pewnością do najtrudniejszej z nich należało pochowanie mojego Mentora, kochanego Taty. Jednego wciąż jestem jednak pewien: póki starczy mi sił nie zejdę z barykady własnych marzeń i wyznawanych wartości. Idea rodzinnego wyjazdu mocno przypadła mi do gustu. Serce mocno przyspiesza na samo wspomnienie minionych chwil. Dlatego planuję dalej, by wkrótce przejść do realizacji, Działamy Działamy dalej. Wyznaczony cel jest, jak jasno promieniująca latarnia morska. Ustrzega nas przed spoczęciem na mieliźnie rutyny życia.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

2 myśli w temacie “DEBIUT PODRÓŻNICZY Z WATAHĄ

  1. Pingback: WAKACJE 2021 | Inspirując do działania...

  2. Pingback: LISI JAR | Inspirując do działania...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *