NA POŁUDNIE

Widząc przed sobą wyraźny cel, wystarczy zażyczyć sobie jego realizacjiJoseph Murphy

Inspirację, by odwiedzić Stary Sącz odnaleźliśmy podczas kwarantanny w Wilanów zone (bite dwa miesiące w domu). Siedząc w domu i oglądając spektakl „RewizorMikołaja Gogola w interpretacji Jerzego Stuhra zachwyciliśmy się tamtejszą zabudową miejską. Ruszamy, by podziwiać to piękne miasteczko, ale także, by zobaczyć kolejny Pomnik historii (zespół staromiejski wraz z klasztorem Sióstr Klarysek). Poszła iskra i od razu pojawił się pretekst do realizacji kolejnego doznania podróżniczego. Przygody, która rozrosła się do odbycia w krótkim czasie kilku projektów naraz.

Najlepszy z możliwych początków. Dobry emocjonalny start wielkiej wyprawy. Wielkiej wyprawy uzmysławiającej że w relacjach tkwi siła. Poniżej wspaniałości, których doświadczaliśmy.

Trasa w skrócie:
Długość: 1061 km
Czas podróży: 8 dni
Początek i koniec: Warszawa, Wilanów zone
Przebieg trasy: Grójec – Chęciny – Morawica – Chmielnik – Busko Zdrój – Wolica – Wiślica – Kuchary – Opatowiec – Siedliska – Szczurowa – Jodłówka – Rzezawa – Stary Wiśnicz – Nowy Wiśnicz – Połom Duży – Żegocina – Stopnice – Zalesie – Kamienica – Tylmanowa – Krościenko nad Dunajcem – Sromowce Wyżne – Niedzica – Czorsztyn – Łecko – Maszkowce – Stary Sącz – Nowy Sącz – Wielopole – Kurów – Bilsko – Łęki – Kąty – Wojakowa – Muchówka – Połom Duży – Kopaliny – Bochnia – Łapczyce – Siedlec – Zagórze – Wieliczka – Kraków – Prusy – Luboczyce – Proszowice – Ostrów – Skorczów – Kazimierza Wielka – Krzyż – Wiślica – Busko Zdrój – Wełecz – Widuchowa – Raczyce – Jarzębki – Szydłów – Osówka – Rembków – Łagów – Opatów – Adamów – Żarów – Kausy – Kozłówek – Lipsko – Zwoleń – Atalina – Szczęście – Polesie – Helenów – Zwola – Oleksów – Dęblin – Maciejowice – Łaskarzew – Kolonia-Izdebno – Aleksandrów – Nowy Żabieniec – Sobienie-Jeziory – Kosumce – Góra Kalwaria – Konstancin-Jeziorna

WIŚLICA

Nasz pierwszy przystanek na trasie stanowi wczesnośredniowieczny ośrodek grodowo-miejski. Niepozorna miejscowość usytuowana przy drodze wojewódzkiej numer 776 skrywa jeden z Pomników historii. Przeniesiemy się do czasów piastowskich. Poniżej zawieram opis totalnie niecodziennego miasteczka – nie tylko jednego z najmniejszych w Polsce, ale przede wszystkim romańskiej perełki na polskich ziemiach. Wiślica w IX wieku to jedna z głównych siedzib państwa Piastów w Małopolsce (obok Krakowa i Sandomierza). Według niektórych badaczy kraj Wiślan znalazł się wcześniej w kręgu kultury chrześcijańskiej aniżeli Wielkopolska (zdania są tutaj podzielone). Zwiedzanie zaczynamy od historycznej ciekawostki. To tutaj, za nami, w 1389 roku zapadł wyrok w sprawie Gniewosza z Dalewic, który pomówił królową Jadwigę o zdradę Władysława Jagiełły. Musiał zapłacić grzywnę i odszczekać pod stołem oszczerstwa. Uczynił to rzecz jasna wchodząc pod ławę i wypowiedział słowa: zełgałem jak pies i parokrotnie zaszczekał. Taka sytuacja…

Zespół kolegiaty pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny z 1350 roku ufundowany przez Kazimierza Wielkiego (królowi przypisuje się fundację 14 kościołów, a nadto wzniesienie około 50 zamków i warowni miejskich.). Jest to najstarszy i największy kościół dwunawowy w Polsce.

Na zdjęciu Madonna tzw. Łokietkowa.

W związku z trwającymi pracami archeologiczno-budowlanymi nie udaje nam się zwiedzić wszystkich atrakcji. Będzie doskonały pretekst, by kiedyś jeszcze tutaj wrócić. Zmierzamy dalej. Za nami późnogotycki wikariat, tzw. Dom Długosza. Kronikarz sam organizował prace budowlane.

Wrażenie robi rozległe grodzisko jednoczłonowe, otoczone stromym wałem obronnym i podmokłą fosą. Wyobraźnia mocno pracuje, dzięki czemu czuć minione wieki. Znajdujemy się na gipsowym wzniesieniu znajdującym się pośród starorzeczy Nidy. We wczesnym średniowieczu jeden z najważniejszych ośrodków administracyjnych.

Nasza podróż rozpoczęła się bardzo mocnym akcentem historycznym. Pędzimy dalej nakręcając kilometry po naszej cudownej Polsce.

NAD DUNAJCEM

Pierwszy z noclegów nieopodal z granicą z naszymi południowymi Sąsiadami.

Radosny promień słońca przy porannej kawie.
Bosa stópka buszująca wokół Pegaza.
Subtelny podmuch muskający taflę wody.
Aktywny poranek na kempingu.
Tak.
Czyste van life.
Właśnie tego potrzebowałem, aby uzyskać balans.
Czuję spełnienie gdy nasza 3 zanurza się w takim klimacie.
Z radością wkraczam w nowy dzień.

Camping Polana sosny stanowi doskonałą bazę wypadową do zwiedzania okolicznych atrakcji. Jeśli chodzi o dłuższy, stacjonarny pobyt raczej nie moja bajka. Fajnie bowiem obowiązuje całkowita dowolność jeśli chodzi o wybór miejsca. Niestety nie przystosowany do przebywania z najmłodszymi. Cena do przyjęcia – w naszym wydaniu 2 + kilkunastomiesięczny Adaś, przy opcji spania w campervanie oraz podłączeniu do prądu, wyszło 63 zł. Obraz pierwszego kempingu pozbawiony magii. Pandemia wygoniła w teren nowych amatorów biwakowania. Co to oznacza? Przynajmniej tutaj: brak ciepłego spojrzenia, głębokiego uśmiechu, serdecznego dzień dobry. Mam nadzieję, że to tylko incydent. Chociaż napis na drzwiach wiodących pod natrysk nie nastraja optymizmem, cytuję: „proszę nie srać w prysznicach dziękujemy”. Jedziemy w poszukiwaniu kolejnej przygody…

Drugi i trzeci nocleg w sąsiedztwie Dunajca spędziliśmy na bardzo kameralnym kempingu: Camping Przystań Podwierzbie. Jeśli będziemy tutaj w okolicy, to z pewnością wrócimy. Spokój, życzliwy Właściciel. Kwintesencja biwakowania w naszym ujęciu. Czyste sanitariaty, wolność wyboru co do miejsca stacjonowania, do tego przystępna cena: 55 zł za naszą dwójkę wraz z Adasiem i przyłączeniem się do prądu (śpimy rzecz jasna w ukochanym T4). Sanitariaty na tyle przestronne, że swobodnie byliśmy w stanie wykąpać we własnej wanience kilkunastomiesięczne dziecko. Na dokładkę możliwość zamówienia dobrego jedzenia, w przystępnej cenie z lokalnej gastronomii. Czego więcej chcieć? Mieliśmy zostać na jedną noc, a finalnie zabawiliśmy 2. Dobry motyw na podładowanie akumulatorów. Żal było wyjeżdżać.

Szczyt lipcowego lenistwa na kempie. Obiados dwudaniowy z pobliskiej knajpy okraszony lokalnym piwerkiem. Spontan podczas van life jest mile widziany.

STARY SĄCZ

Pierwsza wzmianka o mieście pochodzi już z 1257 roku, kiedy to książę krakowsko-sandomierski Bolesław Wstydliwy nadał księżniczce węgierskiej Kindze okoliczne tereny.

Tutejszy rynek to typowa architektura średniowieczna. Jest to rezerwat urbanistyczny.

XVII wieczny dom mieszczański zwany „Domem na Dołkach” – obecnie muzeum regionalne.

Klasztor Klarysek – założony przez księżną Kingę, żonę Bolesława Wstydliwego (ponadto ufundowała klasztor dla zakonu franciszkanów, założyła kopalnię soli w Bochni i Wieliczce). W jego mury wstąpiła także królowa Jadwiga, żona Władysława Łokietka, a matka Kazimierza Wielkiego.

Atakujemy także tutejszą Górę miejską – póki co najbardziej wymagające podejście Adasia.

Spacer po tym nieprawdopodobnym mieście całkowicie spełnił moje wcześniejsze oczekiwania. Niewątpliwie czuć ducha czasów minionych.

NOWY SĄCZ

Niby „Nowy”, a tak na dobrą sprawę niewiele młodszy od Starego Sącza. Jedno z najstarszych miast w Małopolsce, lokowane w 1292 roku. Zaczynamy od udania się na tutejszy rynek.

Ruiny zamku królewskiego Kazimierza Wielkiego także zostają spenetrowane. Szkoda, że tak niewiele pozostało.

Sądecki szlak lodowy wiąże się z wizytą w jednej z najstarszej w Nowym Sączu Wytwórni lodów – Argasińscy, powstałej już w 1937 roku.

Miasteczko Galicyjskie stanowi furtkę przenoszącą nas w inny wymiar. Jest to rekonstrukcja zabudowy małomiasteczkowej.

Sądecki Park Etnograficzny – totalna petarda. Może architektura drewniana nie tak powalająca, jak w Sanoku, w Parku Etnograficznym Muzeum Budownictwa Ludowego, ale lokalizacja miejsca w niesamowity sposób ubarwia zwiedzanie. W zasadzie człowiek ma wrażenie, że przenosi się w czasie. Fantastycznie spędzone chwile w rodzinnym gronie.

KRAKÓW

Koła Pegaza toczą się dalej…

Nie mogło zabraknąć epizodu związanego z Restauracją Pod Wielką Solą. Przepyszne jedzonko. Naturalnie rzecz biorąc zamawiam żeberka (Zuza ogarnia polędwiczki). Nie mogło być inaczej…

Najwyższa pora pokazać Adasiowi królewskie miasto Kraków. Zwłaszcza historyczny zespół miasta będący Pomnikiem historii.

Rzecz jasna podążamy m.in. szlakiem romantyka fortepianu. 🙂 Fryderyk Chopin w Krakowie był tylko raz w życiu i jak wynika z jego listów do rodziców wspomina to jako wesołą i owocną wyprawę wakacyjną. Wiemy, że zwiedził Collegium Maius. Krakowski uniwersytet – utworzony w 1364 r na mocy koncesji papieskiej z roku poprzedniego, był drugą po praskiej (1348) fundacją uniwersytecką w Europie środkowej.

Ulica Św. Anny, którą z pewnością przechadzał się Chopin.

Za każdym razem, kiedy spoglądam na Wawel, czy też przechadzam się po rynku odczuwam majestat tego miejsca. Coś nieprawdopodobnego…

Plac Zgody był w latach 1941 – 1943 miejscem masowych mordów krakowskich Żydów i ich deportacji do obozów koncentracyjnych.

Krakowski Kazimierz, który powstał już w XIV wieku i do przełomu XVIII i XIX wieku był odrębnym miastem, położonym na południe od Krakowa.

Przez 3 doby stacjonujemy na Campingu nr 171 „Krakowianka”. Lokalizacja fenomenalna. Otoczenie także. Bardzo dużo zieleni. Wyznaczone parcele bądź wolna przestrzeń, na której można się rozbić w dowolnym miejscu. W mojej opinii ogromny potencjał tego miejsca, niestety prawie w ogóle nie wykorzystany. Kemping pamięta minioną epokę. Totalnie niedoinwestowany. Niby ciepła woda pod natryskami, ale grzyb na suficie. Szkoda… Jeśli chodzi o cenę: za naszą dwójkę + małe dziecko, przy opcji spania w campervanie wyszło nas 90 zł za dobę (w cenie wliczone już podłączenie pod prąd).

Nieustannie pamiętaliśmy o tym, aby także zadbać o nasze brzuchy 🙂 🙂 🙂 Nie mogło zabraknąć także grilla.

Adaś po raz pierwszy wyrusza do Zoo. A te w Krakowie z pewnością warto odwiedzić. Po pierwsze jest, co pooglądać, a po drugie samo usytuowanie inspiruje do podjęcia aktywności.

Przy pingwinach spędziliśmy chyba najwięcej czasu.

Zebry wzbudziły bardzo duży entuzjazm Adasia.

Adaś podziwiał także żyrafy.

Znaleźliśmy się także w krainie dużych kotów 🙂

WEŁECZ

W trakcie powrotu do domu, niemalże na sam koniec podróżniczej przygody serwujemy sobie osobliwą atrakcję turystyczną. Mowa o Pomniku przyrody: Wędrującej Sośnie. Rodem z Tolkiena. Polska nieustannie nie przestaje mnie pozytywnie zaskakiwać. Zresztą zobaczcie sami.

RANCHO

Nie potrafiłem oprzeć się pokusie. Odbiliśmy na rancho, choćby na chwilę… Dzięki temu Adaś miał możliwość spędzić trochę czasu z Dziadkami 🙂 Trzy pokolenia Romanowskich w działkowym wydaniu.

Piękny, intensywny czas obfity w zwiedzanie i spotkania z ludźmi. Kolejne satysfakcjonujące chwile za nami. Działamy Działamy dalej.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

1 myśl w temacie “NA POŁUDNIE

  1. Pingback: ROCZNICOWO | Inspirując do działania...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *