„Przed nami rozciągało się gigantyczne, ceglastordzawe rumowisko zniszczonego, startego na proch getta. Przed wojną była to kipiąca życiem, najludniejsza dzielnica Warszawy, teraz jednak leżała przed nami posęppna pustynia z wyniosłym ponurym gmachem kościoła św. Augustyna z wieżą – wykrzyknikiem, ostrą jak bagnet na karabinie, która była dla nas ostrzeżeniem, zwiastunem śmierci, drogowskazem, z wieżą – symbolem przypominającym o niezniszczalnej mocy kościoła. Gdzieś w jej zakamarkach siedział ukryty niemiecki obserwator” Witold Dunin-Wilczyński
Skoro z klocków Cobi budujemy kolejny czołg (prototyp Vickers A1E1 Independent), pojechaliśmy w poszukiwaniu inspiracji. Ponownie kierujemy swe kroki do Cytadeli Warszawskiej. We dwóch byliśmy tutaj ostatnio na wystawie w Muzeum Wojska Polskiego. Relacja poniżej.
W moim odczuciu daleko stołecznemu muzeum do tego, co oferuje krakowskie Muzeum Lotnictwa odwiedzane przez nas w listopadzie obecnego roku, niemniej jednak kilkanaście pojazdów wojskowych niebywale zainspirowało Adasia. Mimo nieprzychylnej pogody w naszych sercach buzowała gorąca krew. Najważniejsze są wspólnie spędzone satysfakcjonujące chwile. Ojciec i syn – bezcenne.
Generalnie kompleks Cytadeli Warszawskiej oferuje szereg możliwości w odniesieniu do spędzania czasu wolnego. Cieszyłem już oczy twórczością Beksińskiego, czy też zagłębiałem się w historycznych wątkach za sprawą Muzeum Katyńskiego i Muzeum X Pawilonu. Wrażenie zrobiło na mnie także Muzeum Historii Polski. Z pewnością jeszcze się tutaj pojawię. Działamy Działamy dalej.













