„Gdy Polacy będą umieć siebie samych cenić w domu, będą ich cenić i za granicą” Stanisław Staszic
Miał być wielki finał drugiej odsłony wakajek, nie mniej przez niesprzyjające warunki pogodowe stanęło na jednodniowej wycieczce. Ja zaś nieustannie uczę się, że czasem warto… odpuścić. Czas na Bałtowski Kompleks Turystyczny. Relacja poniżej.
Pozytywne emocje sięgają zenitu. Na początek wkraczamy w świat dinozaurów.
Adaś chciał poczuć się niczym Owen z filmu Jurassic Park.
Krótki motyw z zabawą w archeologa.
Adaś integruje się z ludźmi pierwotnymi 🙂 🙂 🙂
Wstępujemy do tutejszego Muzeum Jurajskiego. Ekspozycja skromna, do mnie nie do końca przemawiająca, ale Synuś sprawiał wrażenie zadowolonego.
Wskakujemy w amerykański autobus szkolny i wsłuchując się w głos przewodnika ruszamy na bałtowskie safari.
Zaczynamy zwiedzać Zwierzyniec Górny. Pierwsze wrażenia raczej liche, nie mniej jednak wraz z upływającym czasem atrakcja zaczęła mi się coraz podobać. Kolejne interesujące fakty dotyczące świata zwierząt cieszyły uszy. Z perspektywy autobusu mamy także możliwość podziwiać piękne wąwozy lessowe.
Następnie pora pochylić się nad architekturą. Tutejsze miasteczko miniatur robi wrażenie. Kolejny dobry motyw na zaszczepienie w Adasiu miłości do Polski. Poprzez zaznajamianie go z pięknem kraju nad Wisłą. Świetny pomysł z Polską w miniaturze.
Kontynuujemy przygodę wiążącą się z podążaniem szlakiem Słowian. W zeszłym roku gościliśmy w Osadzie Słowiańskiej Sławutowo, dziś po przeczytaniu słów Władysława Syrkomla
„Przed latami, przed wiekami, na tej samej co my ziemi,
Żyli ludzie tacy sami, tylko z piersi gorętszymi. (…)
Grunt, co dzisiaj sochą orzem grobowcami ich usiany,
W górach, lasach, ponad morzem wszędzie znajdziesz ich kurhany”
wkraczamy do magicznego portalu. Przenosimy się – na Słowiańskim Wzgórzu w Bałtowie – w czasie, by poznać, jak drzewiej żyli Słowianie.
Zaznajamiamy się z polskimi władcami.
Pojawiła się także Wanda (Wanda, nie chciała Niemca) – królowa Polski. Pozostała dziewicą i na niej zakończył się ród Kraka .
Szykujemy się do podjęcia działania. Przecież grunt to dobra zabawa.
Rozpoczynamy grę plenerową: Śladami dawnych Słowian „Tajemnice starej osady”. Poszukujemy symboli składających się na rozwiązanie zagadki. Zapisane są głagolicą – słowiańskim alfabetem. Wkraczamy w symbolikę słowiańską. Poza świetną zabawą to także dobra rozgrzewka przed nadciągającymi podchodami SKARB CZARBOBRODEGO.
Im dalej zagłębiamy się w temat, tym ciekawiej… Wyłaniają się słowiańskie bóstwa i demony.
Czarnobóg – rzekomy stworzyciel świata.
Świętowit – najwyższe bóstwo o czterech twarzach. Bóg wojny, urodzaju, losu, przepowiedni i dobrobytu.
Weles – bóg podziemia i zmarłych, opiekun bydła, rzemiosła i kupców
Marzanna–Dziewanna – bogini o dwóch obliczach: starym, symbolizującym śmierć i młodym: życie. Wspomniana przez Jana Długosza w związku ze zwyczajem topienia zimy i witania wiosny.
Południca – młoda kobieta napastujaca w samo południe pracujących w polu żniwiarzy i porywająca dzieci pozostawione bez opieki
Perun – bóg burzy, błyskawicy, niebios i atmosfery, pan świata.
Na terenach słowiańskich istniały świątynie (X-XIII wiek). Najprawdopodobniej były to konstrukcje palisadowe. Wewnątrz, pośrodku owalu z luźno ułożonych kamieni znajdowała się figura bóstwa.
Adaś nie krył radości podczas spotkania z Leszym – panem lasu i dzikiej zwierzyny; stróżem leśnego matecznika. Nie dziwi mnie to bowiem Synuś wciąż pamięta survivalową grę terenową poprowadzoną przez Michała, gdzie pojawił się Leszy.
Na naszym słowiańskim szlaku zaliczamy także Ciemnik (Święty Gaj). Za nami stos ciałopalny – nasi przodkowie wierzyli w oczyszczającą moc ognia, która umożliwia przejście z ziemskiej strefy profanum do sacrum Zaświatów. Zmarli, wobec których nie dopełniono rytuału, błąkali się między światem żywych i umarłych, po nieużytkach i trzęsawiskach. Słowianie wierzyli w życie po śmierci. W grobach składane były dary. Zarówno przedmioty codziennego użytku, jak i przedmioty o właściwościach magicznych (amulety, grzechotki, skorupki jaj oraz owoce orzecha laskowego). Śmierć stanowiła początek nowej drogi – w Zaświatach. W Świętych Gajach istniała możliwość dialogu z nimi w noce zaduszne.
Las stanowił dla Słowian naturalne miejsce. Drzewa na stałe wpisane były w egzystencję naszych przodków – spełniały funkcje magiczne, lecznicze i medytacyjne. Dąb – symbol trwałości oraz kosmosu. Potężną koroną wspierał nieboskłon – siedzibę bogów, pień należał do sfery ludzkiej codzienności, a korzenie stanowiły filary mrocznych zaświatów. Dąb spełniał rolę pośrednika między bogami i ludźmi.
Dom Wieszczki (zlepek słów wiele wiedząca) potrafiącej spoglądać w przyszłość, ciesząca się umiejętnością odczytywania znaków oraz informacji z zaświatów, jak i wróżenia.
Przystanek na refleksję przy kamieniu ofiarnym oraz na wspomnienie odnoszące się do wciąż funkcjonującego rytuału ofiarnego na Mazowszu, w Głupiance.
Wiedźma, czyli ta, która wie i zna coś. Kobieta posiadająca szeroką wiedzę o świecie, potrafiąca przekuwać teorię w praktykę. Przypisywano jej dar sił nadprzyrodzonych. Mogła zarówno pomagać innym, jak i szkodzić. Pełniła rolę ludowej lekarki czy zielarki, znającej sposoby leczenia chorób.
Poznajemy arkana życia przodków zamieszkujących piękne i obfite tereny, kiedy jeszcze nie było Polski na mapie. Wiece plemienne stanowiły ważny element społeczności Słowian. Posłuchaliśmy o codziennym życiu rybaka, kowala, rolnika. Kowal niezmiernie szanowany w słowiańskiej społeczności. Uważany za pana ognia, który dysponuje możliwością przekształcania materiałów i przyspieszania naturalnych procesów. Cechowała go nie tylko zręczność i mądrość, ale i boskie cechy, jak również zdolności alchemika, czarownika i szamana.
Płody rolne to głównie zboża. Początkowo proso, następnie żyto. Uprawiano również jęczmień i owies. Popularnymi uprawami były również len, konopie i chmiel. W przydomowych ogródkach królowały bób, groch, soczewica, ogórki.
Rozwinięte było również sadownictwo: jabłonie, śliwy, grusze, brzoskwinie, wiśnie i czereśnie.
Zuza ze swoimi „koleżankami” wiedźmami 🙂 🙂 🙂
Wkraczamy do Emporium (Dom kupiecki). Adaś zasiada na tronie, by przez chwilę stać się lisim księciem 🙂 🙂 🙂
Potrzeba matką wynalazków 🙂 Skoro nie mamy nic do pisania do akcji wkracza Zuza…
W nagrodę Adaś miał przyjemność osobiście wybić sobie pamiątkową monetę. W mej opinii totalnie najlepsze miejsce całego bałtowskiego kompleksu. Niezmiernie cieszy mnie fakt, iż w Polsce ma miejsce swoisty powrót do zainteresowania się mitologią słowiańską. Do tego jeszcze ta gra plenerowa. Sztos!!!
Zainspirowany Adaś potrzebował więcej „słowiańskich wrażeń”. Zapisujemy go zatem na warsztaty, w trakcie których tworzy własny, rzecz jasna słowiański amulet.
Nie zabrakło wyciągu… Adaś zadebiutował także na tym polu.
Zwierzyniec dolny zwiedziliśmy podczas spaceru. Surykatki niezmiennie cieszą oczy Zuzy.
Tutejsze Prehistoryczne Oceanarium stanowi dla mnie ciekawe, nowe doznanie. Współczesna forma przekazywania wiedzy. W procesie jej przyswajania bierze udział więcej zmysłów. 🙂
Kino 5d. Wstyd się przyznać ale to nasz debiut. Człowiek ma kilka lat na karku, nieco się po globie szwenda, a wrażenia tego typu dopiero z Synalem zaliczone…
Zdecydowanie miejsce warte polecenia dla rodzin z dziećmi. W naszym wydaniu: od otwarcia do zamknięcia i w sumie czasu i tak zbyt mało… Całą trójką bawiliśmy się świetnie. Dobrze przygotowana infrastruktura – parkingi, toalety. Uśmiechnięty, życzliwy personel. Do tego zaangażowany. Ichniejszy bilbord z hasłem: miejsce pełne przygód faktycznie oddaje istotę tego kompleksu. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Polak potrafi. Odwiedzony przez nas Bałtowski Kompleks Turystyczny funkcjonuje dzięki działalności lokalnego biznesu. Do tego mówimy o rodzinnym przedsiębiorstwie… To już istna wisienka na torcie.
Na deser zostawiamy Adasia na nocowankę w domku w lesie.
W mej opinii przygoda, jak najbardziej udana. Świetne ukoronowanie wakacyjnych chwil. Możemy się teraz w pełni pochylić nad codziennością. Działamy Działamy dalej.





















































