„Idź, powiedz światu, że wciąż tu jestem
Nie wzleciałam, opadam
Jesteś wiatrem, jedynym dźwiękiem” Tarja
Z wielką przyjemnością wróciłem do Wrocławia. 🙂 🙂 🙂 Poza wątkiem muzycznym kładziemy także nacisk na akcent turystyczny. Mentalnie przenosimy się do czasów studenckich. Zarazem jest to nasz najdłuższy wyjazd we dwoje od kiedy pojawił się Adamo. Jedną z istotniejszych kwestii w codzienności jest, aby reżyserować chwile po swojemu, na własnych zasadach. Jeśli sam nie zagospodarujesz czasu którym dysponujesz, zrobi to ktoś inny. Bez pośpiechu. Będąc tu i teraz. Smakując chwile. Delektując się swoją obecnością, poczuciem bliskości. Przeżywamy kolejną przygodę. Razem. Razem najlepiej. Randka czas start!!! Relacja poniżej.
Nieprawdopodobny głos Tarji hipnotyzuje gdy odsłuchuję utwory w aucie, czy też w domu. Czas przekonać się, jak na żywo wybrzmiewa sopran liryczny Tarji sięgający ponad 3 oktaw. Popłyńmy muzycznie na przeciw kolejnej przygodzie…
Wrażenia są nieprawdopodobne. Tarja totalnie panuje na scenie. Jest zjawiskowa… Podczas koncertu całkowicie odpłynąłem w muzyczną krainę.
Nie samą muzyką człowiek żyje… Wrocław przywitał nas aromatyczną wonią zabytkowego kościoła pw. św. Jana Nepomucena. Z przyjemnością wróciłem do projektu architektura drewniana. Drewniany kościół w Parku Szczytnickim przeniesiony został do Wrocławia w 1913 (powstał już w pierwszej połowie XVII wieku w Starym Koźlu).
Odświeżamy temat Hali Stulecia (Jahrhunderthalle) obiektu wpisanego na listę UNESCO. Architekt Max Berg. W chwili powstania, tj. w 1912 roku była największą budowlą na świecie z żelazobetonu. Powierzchnia kopuły jest czterokrotnie większa od powierzchni kopuły rzymskiej bazyliki św. Piotra. Siłą rzeczy to musi robić wrażenie. Wraz z sąsiadującym zespołem architektonicznym obejmującym Pawilon Czterech Kopuł, Pergolę i Iglice, Hala wpisana jest na listę Pomników Historii.
Przechadzając się Promenadą Staromiejską zwracamy uwagę na piękny pomnik: Amor na Pegazie. Symbolizuje związek miłości i poezji. Przemieszczamy się spokojnie, wręcz powolnie. Jest czas, by powspominać. Widzę, że wchodzimy w nową fazę, w której to coraz częstszą towarzyszką naszych rozmów staje się reminiscencja. Co nie zmienia faktu, że nieustannie odciskamy nowe ślady naszych stóp.
We Wrocławiu nie zabrało także pomnika pierwszego polskiego króla – Bolesława Chrobrego. Przystajemy na chwilę refleksji, w końcu mamy rocznicę 1000 lat od czasu koronacji.
Zespół historycznego centrum to kolejny Pomnik Historii, który oglądamy podczas obecnej wyprawy. Mimo, iż to nie pierwsza nasza turystyczna wizyta we Wrocławiu, to piękne miasto nie przestaje mnie zachwycać. Architektura staromiejska jest po prostu wspaniała. Wrocław nocą urzeka… Nie traci swego blasku…
Oglądamy także pomnik „Ku czci Zwierząt Rzeźnych„. Ma on upamiętniać rolę, jaką na przestrzeni wieków pełniły jatki.
Udajemy się do Muzeum Panorama Racławicka Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
Zawieszamy oko na pracy Jana Styki i Wojciecha Kossaka (1893-1894): Panorama Racławicka, która upamiętnia 100. rocznicę Insurekcji kościuszkowskiej. Dzieło robi wrażenie, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Panorama całkowicie przerosła moje oczekiwania. Pół godzinny seans skończył się nie wiadomo kiedy. Totalny czad, gdy zatracasz się w wybrzmiewającej chwili…
Nie kończymy bliskich spotkań ze sztuką i wstępujemy do Muzeum Etnograficznego – Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
Realizujemy „Spacer z dreszczykiem” prowadzony przez lokalnego przewodnika turystycznego. Startujemy z Rynku, poprzez Plac Solny docieramy do Dzielnicy Czterech Świątyń. I dalej Promenadą Staromiejską w stronę Ostrowa Tumskiego. Miło słucha się opowieści osób zaangażowanych w to, co robią, od których czuć lokalny patriotyzm i zamiłowanie do miasta, o którym się rozprawia. Od tutejszego przewodnika dowiedziałem się o spuściźnie Napoleona – podążając wzdłuż ulicy numery parzyste znajdują się po jej prawej stronie i nieparzyste po lewej.
Synagoga pod Białym Bocianem – największa i główna synagoga Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu. Otwarta w 1829 roku, projektantem był niemiecki architekt Carl Ferdinand Langhans.
Pałac Królewski we Wrocławiu (zamek królów pruskich) stanowiący od XVIII do XX wieku rezydencję Hohenzollernów.
Hydropolis: Centrum Edukacji Ekologicznej we Wrocławiu to wspaniałe miejsce na turystycznej mapie miasta. Przez grubo ponad dwie godziny bawiliśmy się świetnie. Dużo wiedzy, informacji dotyczących wody. I nie tylko.
Współczesne statki (czy to kontenerowce, czy pasażerskie) robią nie małe wrażenie. Nie mniej jednak na mnie mocno refleksyjnie zadziałała Santa Maria – legendarny flagowy okręt Krzysztofa Kolumba. Jeden z trzech biorących udział w wyprawie poszukiwawczej drogi morskiej do Azji w 1492 roku. Gdy ekspedycja dotarła do wyspy Hispaniola (obecnie Haiti), Santa Maria osiadła na mieliźnie. Statek częściowo rozebrano, a deski wykorzystano przy budowie osady La Navidad – pierwszej hiszpańskiej osady w Ameryce. W zestawieniu z obecnymi gigantami wygląda niczym łupina…
Z pewnością odwiedzając Wrocław z Adasiem będziemy chcieli tu wrócić. Muzeum na miano XXI wieku.
Położono tutaj mocny nacisk na ekologię.
Zacna strefa relaksu.
Wymyślne rozwiązania. Ciekawe doznanie gdy siedzisz w batyskafie i czujesz się niczym Jacques Piccard i Don Walsh docierając na dno Rowu Mariańskiego. W ich wydaniu miało to miejsce w 1960 roku i byli pierwszymi ludźmi, którzy osiedli na dnie liczącego 11521 metrów rowu (według ich systemu pomiarowego znajdującego się w batyskafie „Trieste”). Niebywałe, iż dopiero w 2012 roku kolejna jednostka załogowa dokonała tego wyczynu. Na pokładzie jednoosobowego batyskafu „Deepsea Challenger” był to James Cameron.
Wrażenie zrobiły na mnie… stworzenia z głębin. Niesamowite, iż ponad połowę powierzchni Ziemi stanowią dna oceanów dając tym samym przestrzeń dla różnych form życia. Jak się okazuje to największy ziemski ekosystem, który jest prawie całkowicie niezbadany.
Ponownie spotykamy się z motywem Titanica (poprzednio wystawa Titanic: The Artifact Exhibition w Syrenim Grodzie).
Lubię podróżować, zmieniać otoczenie, codzienną przestrzeń. Uwielbiam wymiar motywu „podróże kształcą” – człowiek nieustannie dowiaduje się czegoś nowego, chłonie, doświadcza, rozwija się, jak również równolegle… odczuwa wdzięczność za to, co ma. Nic nie jest nam dane na wieczność, a zmiana otoczenia pozwala na refleksję, na wyrwanie się z matni marazmu. Na oddech świeżością. Intelektualny błysk, refleksję dotyczącę egzystencji. Jestem wdzieczny…W myśl koncepcji Horacego: Carpe diem. Zatem chwytam dzień!!! Niezmiennie Działamy Działamy dalej.


































