ORLEN WARSAW MARATHON

Z dumą stawić czoło potężnemu wrogowi, z odwagą obstawać przy tym, w co się wierzy, choć człowiek zdaje się rozpadać na części, to nasz, maratończyków wojowników – obowiązek. Po tych zmaganiach przychodzi bowiem odrodzenie. Istota maratonu nie tkwi w bieganiu, ale w swoistym odkupieniu.” Dean Karnazes

Milczące wskazówki przesuwają się na tarczy zegara. Jak wyciszysz harmider otoczenia usłyszysz ich bezkompromisowe cykanie. Mój umysł mieni się zielenią. Coraz to wyraźniejsze kształty zakwitają z każdym ciepłym podmuchem wiatru. Budząca się do życia przyroda inspiruje do podjęcia wzmożonych działań. Nie spoglądam wstecz tylko atakuję kolejne marzenie.

Szósty maraton, w którym poniosły mnie nogi rozegrał się w … Warszawie.
Zgapiłem się z zapisami na maraton w Pradze w związku z czym przyspieszyłem swoje małe marzenie związane z przebiegnięciem finiszu po czerwonym dywanie. Poniżej moje wrażenia dotyczące starcia z kolejnym królewskim dystansem.

Pora na jedno z trudniejszych przedsięwzięć: wyprawę w głąb własnej duszy. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się lekki stres. Niepokój potęguje się z chwilą wspomnienia ostatniej potyczki maratońskiej we Wrocławiu.

Taką ekscytację może zapewnić jedynie starcie z dystansem królewskim…. W debiucie maratońskim finiszowaliśmy na płycie Stadionu Narodowego, pora na czerwony dywan.

Wszystkie odpowiedzi znajdziesz wewnątrz siebie. Wystarczy się wsłuchać i pójść za głosem serca.

Jak rodzina staje za Tobą murem czuć moc!!! Doping Mamci i Roxy na Ursynowie. Dziękuję Dziewczyny. W mym wnętrzu rozszalał się wzburzony tajfun. Emocje biorą górę nad wszystkim innym. Odpływam.

Coraz większe zmęczenie pochłania me ciało. Trud maratoński niczym wygłodniała pirania pożera mą mobilizację i zapał. W Wilanowie przypadł symboliczny, 30 kilometr. To właśnie w tym miejscu moje maratońskie działania wspierała Zuzanka.

Żoneczka dołożyła do pieca…

Serdeczne dzięki Zabieganemu Warszawiakowi, który leciał ze mną od 33 km.

Dzięki dopingowi Zabieganego Warszawiaka miałem najszybszy w historii finisz na królewskim dystansie. Szkoda jedynie, że czerwonego dywanu nie było… Pozostaje jedynie mentalny wymiar i gra wyobraźni. Mimo wszystko i tak poziom satysfakcji sięga zenitu.

Jeśli celebrować sukces, to tylko razem. Wracam do gry. Tym razem cały dystans pokonałem biegiem. Nie zatrzymałem się choćby na chwilę. Planowałem ukończyć start na poziomie 4,5 h a finalnie zamknąłem start z wynikiem: 04:23:42 (M30-1493, open-4161).

Właśnie tak smakuje zwycięstwo nad własnymi słabościami i kompleksami!!!

Uwielbiam tę chwilę (niestety bardzo szybko się ulatującą) kiedy czuję się NIEPOKONANY.

Co prawda, to prawda. Zgadzam się ze słowami Johna BinghamaJeśli biegasz jesteś biegaczem. I nie ma znaczenia jak szybko ani jak daleko biegasz. Nie ma znaczenia czy dziś jest Twój pierwszy dzień czy biegasz już dwadzieścia lat. Tu nie ma żadnego testu, licencji ani karty członkowskiej. Po prostu biegasz.”

Najprawdopodobniej dziwnie to zabrzmi, ale brakowało mi tego bólu towarzyszącego maratońskiemu wysiłkowi. A w jeszcze większym stopniu tęskniłem za poczuciem dumy i satysfakcji. Maraton zawsze smakuje po królewsku.

A teraz… pora na mega relaks w otoczeniu Najbliższych…

Czas na wspaniale zaplanowany weekend majowy. Póki co odcinam się od cywilizacji i kieruje swe kroki naprzeciw nowej przygodzie. Uwielbiam mieć wiatr we włosach. Ulatniam się z rzeczywistości.
Na tydzień czasu porzucam Wilanów zone. Działamy Działamy w terenie.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

2 myśli nt. „ORLEN WARSAW MARATHON

  1. Pingback: WEEKEND MAJOWY | Inspirując do działania...

  2. Pingback: BEZ ZMĘCZENIA NIE MA REZULTATU | Inspirując do działania...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *