2014.09.28 ZAKŁADAM NA GŁOWĘ KORONĘ ZWYCIĘSTWA

W piękny niedzielny dzień 28.09.14 począwszy od 9:00 biegłem przede wszystkim dla siebie, choć ten pierwszy maratoński start dedykuję wszystkim tym, którzy nie mają wiary w siebie i co za tym idzie nie mają siły, by zrobić pierwszy krok w stronę lepszego jutra. Nieustannie towarzyszyło mi motto: „Zwycięzcy nigdy się nie poddają, ci co się poddają nigdy nie zwyciężają”.

147

Jak powiedział Martin Luther King: „Miarą człowieka nie jest zachowanie w chwilach  spokoju, lecz to, co czyni, gdy nadchodzi czas próby.Mój czas próby nadszedł w niedzielę. Dzień, który będę pamiętał bardzo długo… Łzy szczęścia spływające po policzkach. Gromki okrzyk zwycięstwa, dławiący się w bólu całego ciała i rwanym, szybkim oddechu.

Dlatego warto żyć. Warto żyć, by spełniać swoje pasje, pokonywać własne bariery, zdobywać nowe szczyty i odkrywać dziewicze, kręte drogi. To jest dopiero poczucie mocy!!!

148

Nie mniej jednak zacznijmy od początku. 🙂 …

Burza emocji rozpoczęła się już w piątek, kiedy to wraz z Championem pojechaliśmy odebrać pakiety startowe na nasz pierwszy w życiu start na królewskim dystansie. Wchodząc na Stadion Narodowy poczułem zapach przygody. Patrząc na upragnioną metę znajdującą się na płycie stadionu, wieńczącą dystans 42,195 km oderwałem się od wartko gnającej rzeczywistości, by móc delektować się przyspieszonym biciem serca.

149

Ekscytacja przedstartowa nie opuszczała mnie do końca dnia w związku z tym technicznie już w piątek wieczorem w pełni przygotowałem się do nadchodzącego wyzwania. Wyczekując na start rozpocząłem proces obserwowania leniwie przesuwających się wskazówek zegara.

150

Przed tak wymagającym dystansem trzeba się odpowiednio rozgrzać.

151

W zasadzie mogę napisać, jak zawsze, miałem niebywałą przyjemność ostatnie chwile przed startem działać z Championem.

152

Ponadto wreszcie przed startem udało mi się spotkać z Ewą. Gorące gratulacje Twój wynik jest imponujący. Mam kogo gonić 🙂 :-):-)

153

Pełne nastroje bojowe dopisywały do samego końca:

154

Ostatnie motywujące chwile i każdy udaje się na swoje pozycje:

155

Ciśnienie rośnie, serce wali niczym dzwon powodując drżenie całego ciała. Uruchamiają się wątpliwości w mózgu. Czy jestem gotowy? Czy dam radę? Końcowe odliczanie… 10 … 9 … 5 … 3 … 2 … 1 … I teraz już nie ma czasu na dywagacje. Pora na działanie. Po prostu wprawiamy maszynę w ruch i … BIEGNIEMY. Biegniemy po sukces!!! Biegniemy, by poczuć smak chwały!!!

156

Czuję szept miasta, poezję wyciszonych dziś ulic.

157

Chwilowa wolność od ruchu kołowego oferuje czas na refleksję. Moment na wsłuchanie się w bicie serc tysięcy biegaczy walczących z własnymi celami. Miasto żyje dziś tętnem aktywnych ludzi. Jednostek nie tylko biegnących, ale i kibicujących.

158

Cały ten odbywający się właśnie proces zainicjował powstanie pokaźnych rozmiarów społeczności. Grupy charakteryzującej się dużą dozą radości i pozytywnego oddziaływania. Okazuje się, że sportowy duch walki jest w stanie doprowadzić do namalowania tak pięknych obrazów. Moje doznania estetyczne są wprost nieprawdopodobne.

159

W trakcie wysiłku mój strudzony umysł rozpaczliwie przemieszczał się po labiryncie myśli nakazujących zaprzestania biegu. Wyszukiwał w nim także jasne punkty, którymi mógł się pożywić, aby móc przetrwać. Przez umysł przechodziło istne tornado: Wyłączyć myślenie? Uruchomić pokrzepiające hasła? Myśleć o Towarzyszach biegu, którzy są przede mną?  Co robić…??? A może po prostu biec… Uruchamiam wewnętrzne rezerwy i skupiam się na radosnych chwilach, które towarzyszyły mi do tej pory w trakcie biegania. Cieszę się, że w najbardziej krytycznym momencie nie skapitulowałem i nie wywiesiłem białej flagi oznaczającej zejście z trasy biegu.

Na całe szczęście wsparcie bliskich było ogromne

160

Po przekroczeniu linii mety zaczynają dziać się rzeczy niezwykłe. Euforia wynikająca z faktu ukończenia biegu powoduje, że człowiek traci nad sobą kontrolę. Emocje całkowicie pochłaniają rozum i rozsądne działanie. Na kilka, jakże przepięknych chwil, zmienia się całe życie. Pławię się w endorfinach. Zatracam duszę bez reszty.

Tomciu zrobiliśmy to!!!!

161

Stoczyłem kilkugodzinną, bezkrwawą bitwę z samym sobą. Zaowocowała ona ogromem uszkodzeń mikrowłókien mięśniowych, lecz udowodniłem sobie, że mogę dużo więcej niż mogłoby się wydawać.

A co tam, czas się pochwalić: jestem pierwszym, znanym mi z rodu Romanowskich, który pokonał dystans królewski. Czuję się niczym TYTAN. Myślę, że w niedzielę udowodniłem sobie, że zasługuję na miano STALOWY RUMI. Czas brutto: 04:35:54, czas netto: 04:26:54, miejsce 4407 – OPEN, 1761 – M30.

Fantastyczna ekipa, która zagrzewała do boju mnie i Championa

162

Dobrze, że miałem na sobie czapkę z daszkiem oraz okulary przeciwsłoneczne zasłaniające mą twarz. Dzięki temu mogłem podtrzymać wizerunek biegającego twardziela. Ciężko było dostrzec pojawiające się łzy wzruszenia, z chwilą gdy na tak trudnym dla mnie szlaku dostrzegałem kibicujących mi rodzinę i przyjaciół.

Dziękuję Wam za to bardzo. Wasz żarliwy doping powodował pojawienie się dodatkowych zasobów energetycznych. Czułem, jak biegniecie razem ze mną. Dziękuję: Żoneczce, Mamci, Karolci, Marcie, Ani, Monice, Cioci Marysi, Wujkowi Piotrkowi, Maćkowi, Gregorowi i wszystkim tym, których nie dostrzegłem na trasie, lecz czułem ich pozytywną energię.

163

Budowanie mostów przyjaźni przynosi soczyste, dorodne owoce cechujące się oryginalnością. Obcując z Wami doświadczałem, jak przybliża się do mnie meta, a nogi z lekkością, wręcz gracją zaczynają nieść ku memu osobistemu, jakże ważnemu dla mnie zwycięstwu. „Przyjaciele i rodzina są jak nić nieustannie przewijająca się przez nasze życie, dokądkolwiek nas ono prowadzi.Chrissie Wellington. Dodatkowe wyrazy uznania dla Gregora, który już od samego rana uwieczniał nasze zmagania sportowe.

WYGRAŁEM!!! Udowodniłem sobie, że jestem nie do zatrzymania. Zwyciężając sam ze sobą pokazałem, że osiągnięcie sukcesu to tylko  i wyłącznie wypadkowa ciężkiej pracy i czasu, który musi upłynąć. DZIAŁAMY DZIAŁAMY dalej

Gratuluję Tomciowi vel Champi. Jak zawsze wspólny bieg wraz z Tobą sprawił mi niebywałą frajdę.

164

Wspaniały czas, gdy po wszystkim delektujesz się zwycięstwem w gronie bliskich Ci ludzi. „Razem się ścigamy, razem zmagamy i razem potem świętujemy. Bohaterowie codzienności, którzy muszą godzić trening ze zwykłą etatową pracą, rodziną i innymi obowiązkami.Chrissie Wellington.

 165

W niedzielę wieczorem już spokojnie mogę wypić zdrowie MŁODEJ PARY. Krzysiu & Jaga wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. Dzięki za zrozumienie. Wbrew pozorom to była trudna decyzja, którą musiałem podjąć. Byle do przodu!!!

166

I na deser: dziękuję Rafałowi L., to tylko i wyłącznie dzięki niemu stanąłem na starcie 36 PZU Maratonu Warszawskiego. Widząc moją konsekwencję i determinację w działaniu Rafał namówił mnie do zapisania się na bieg już w 2014. Miałeś 100% racji, odwlekanie tego do 2015 nie miało najmniejszego sensu. Dziękuję tym bardziej, iż Twoja godna naśladowania postawa wielokrotnie zachęcała mnie do podjęcia tytanicznego wysiłku związanego z przygotowywaniem się do królewskiego dystansu.

W środę nie było innej opcji niż wejście w nowy miesiąc biegowym akcentem. Pierwszy, bardzo spokojny wybieg po przebyciu maratonu. Hr average 142, dystans 5,28 km w czasie 43:03. Mięśnie jeszcze czują trud niedzielnej batalii, ale z każdą chwilą jest coraz lepiej. Stopniowo dokładam węgla do mojej lokomotywy. Wniosek jest jeden: w najbliższym czasie trzeba położyć większy nacisk na pracę nad mięśniami czworogłowymi. W największym stopniu doznały obrażeń podczas niedzielnego starcia. Brzuchaty łydki działa bez zarzutu. Pozostałe partie mięśni także. Generalnie jestem zadowolony.

Nie ma co spoczywać na laurach. „Nigdy nie zapominaj, że na Tobie spoczywa odpowiedzialność, by działać. Inni mogą dawać ci wskazówki, jednak ani oni, ani Bóg nie będą działać za ciebie w sytuacji, gdy możesz to zrobić sam. Niezależnie od tego, jak mocno wierzysz w Boga lub w innych, nie pomogą ci, jeśli nie pomożesz sam sobie.Levi Brackman. Dlatego też pierwszy weekend października spędziłem w niezmiernie aktywnym tonie. W niedzielę spalałem kalorie w trakcie Biegnij Warszawo.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

3 myśli nt. „2014.09.28 ZAKŁADAM NA GŁOWĘ KORONĘ ZWYCIĘSTWA

  1. Pingback: BIEGNIJ WARSZAWO | Inspirując do działania…

  2. Pingback: POZOSTAŁ OSTATNI KROK… | Inspirując do działania...

  3. Pingback: KILKA SŁÓW-BAŁTYCKIE WYZWANIE | Inspirując do działania...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *