WYPRAWA W BIESZCZADY – PORA NA BIEG RZEŹNIKA

Większość ludzi uporczywie trzyma się swoich starych przyzwyczajeń, nigdy nie poznają tego, co w nich najlepsze i nigdy nie stają się nieustraszonymi wojownikami, którymi mogliby być, gdyby znaleźli w sobie odwagę, by wykonać skok w nieznane Marc Fischer

Wyjątkowe chwile…

Wyjątkowy czas…

Wyjątkowi ludzie…

To był… naprawdę szalony długi weekend majowy!!!

858

Budząc się w czwartek rano odetchnąłem świeżym bieszczadzkim powietrzem. Uzmysłowiłem sobie, że to już ten czas, to już ten długo wyczekiwany moment. Po lekkim rozruchu w górskim klimacie poczułem dreszcz nowej przygody, która w zasadzie już się rozgrywa. A już niedługo będę grał pierwsze skrzypce w duecie wraz z Ewą.

859

Pora na Bieg Rzeźnika. Nie za miesiąc, nie za tydzień, lecz za kilkanaście godzin poczuję ten specyficzny dreszcz i pomknę w mrok nocy, by zmierzyć się z dystansem około 82 km. Robię to dla własnej satysfakcji i dla dobrego samopoczucia. Wyjątkowość tych chwil ciężko uchwycić piórem. W mym wnętrzu rozgrywa się totalna rewolucja. Żyć… czuć… chłonąć wrażenia. Właśnie tego pragnę!!!

860

Rozpoczynam końcowe odliczanie. Już czas. Już pora, abym odbył tę podróż. Mam świadomość, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Potem powoli będzie szło wszystko do przodu. Pełen obaw, ale jeszcze bardziej wypełniony wiarą w sukces, wychodzę z domu. Pora z naiwnością dziecka spojrzeć w stronę gwiazd. W końcu nasze miejsce znajduje się pośród szczytów naszych indywidualnych możliwości. Odpalam kolejny etap. Wkraczam w zupełnie nowy wymiar.

861

Wchodzę do jaskini lwa. Gromkie echo emanuje przerażającym rykiem przeszywającym ciało na wskroś. Podmuch powietrza zdmuchnął ledwo tlącą się pochodnię trzymaną w drżących dłoniach. Nie ma już odwrotu. Skoro zabrnęliśmy tak daleko nie ma mowy o kapitulacji. Teraz pozostaje z sukcesem zamknąć wielomiesięczny okres przygotowań. Jeszcze kilka głębokich oddechów na zachętę i ruszamy przed siebie.

862

Nie mam kompleksów i wierzę w siebie. W siłę skumulowaną we własnych nogach. W energię wypływającą wprost z serca. W potęgę własnego umysłu, który będzie mnie trzymał na drodze do celu podczas pisania nowego życiowego rozdziału. Po prostu wierzę w to, co robię.

863

Ostatnie chwile poświęcamy na przygotowanie rzeczy na przepak.

864

Odprawa, po której pozostanie pojawienie się w Komańczy, by w nocy z czwartku na piątek o godzinie 3:00 zainicjować nową biegową symfonię.

865

Jest piątek 27.05.2016 dokładnie 00:50, dziękuję Żonie za wszystko i ruszam przed siebie. Me myśli będą wspierać także drugi Zespół, który stanowią Champion i Zabiegany Warszawiak.

866

Wkraczamy w krainę bólu…

867

Pełen obaw, ale i ekscytacji zarazem, ruszam w mrok nocy. Nadszedł długo wyczekiwany moment. Zmierzę się sam ze sobą na dotąd nie pokonywanym dystansie.

868

Symfonia zniszczenia trwa. Z każdym kolejnym pokonanym krokiem wypłukuję się z minerałów, a w umyśle pojawia się coraz większy ból. Stopy pieką coraz bardziej…

Stoję na szczycie. Wiatr kolejnego realizowanego marzenia muska skórę na mych policzkach. Wspaniale odczuwać istotę sensu życia. Mym oczom ukazuje się cudowny widok urodzajnych krain, które oferują mi nieograniczone wręcz możliwości. Czekają aż postawię tam mą pełną ciekawości stopę. Tak!!! Warto!!! Właśnie dla takich chwil w naszym życiu należy podjąć działanie. Dawać z siebie wszystko. Ciało, dusza i umysł stanowią w tej ulotnej chwili całkowicie harmonijną jedność. Nie liczy się nic poza tym mgnieniem, którego mam zaszczyt doznawać. Brak mi słów. Trzymane w ręce pióro nie jest w stanie oddać choćby krztyny piękna, które właśnie się rozgrywa.

Pędzę niesiony na skrzydłach losu. Nie analizuję. Liczą się tylko emocje, oddałem się chwili.

Walczymy do końca. Nie wywieszamy białej flagi. Dwadzieścia parę kilometrów przed upragnioną linią mety rozpoczyna się rozpaczliwa walka o zmierzenie się z limitem czasu. Głowa „pracuje” na pełnych obrotach. Przekroczenie limitu 16-stu godzin całkowicie mnie nie interesuje. Kamienie spod stóp strzelają niczym z procy. Błoto pryska dookoła. Podążam za wewnętrznym głosem karmionym pasją. Nie zważam na napotykane przeszkody. Napieram do celu.

Na usta cisną się słowa tekstu piosenki śpiewanej przez Bednarka: „Takie chwile, jak te nie zdarzają się zbyt często. Takie chwile, jak te to nasze zwycięstwo”. Wpadamy na linię mety niczym czołg wyprzedzając napotykane przed nami zespoły. Wydobywam z siebie gromkie okrzyki, aby powstrzymać się przed wybuchem płaczu. Kilkaset metrów przed linią mety, gdy już mam pewność, że nic nas nie powstrzyma nie jestem w stanie zapanować nad wzruszeniem. Wreszcie, po kilkunastu godzinach walki z trasą, otoczeniem, zmieniającą się aurą, ale i z samym sobą pojawiamy się na linii mety. Piekące stopy, kilka odcisków, bąble w okolicach pięt, porządne zakwasy a jednak Jest moc!!!

869

Wracamy niesieni na skrzydłach chwały. Szacunek dla Championa i Zabieganego. Uzyskany wynik robi wrażenie. Nasze wspólne górskie debiuty są na satysfakcjonującym poziomie. Przecież poza Ewą, nikt z nas nie walczył jeszcze w biegach górskich.

870

EPICKIE ZWYCIĘSTWO – STALOWY RUMI DOŁĄCZA DO BRACI „RZEŹNIKÓW”

Samorealizacja to pierwszy element wielkiej przygody, w której zaczynasz zapraszać innych ludzi do swojego świataMateusz Grzesiak

Upłynęło już kilka dni od finiszu a mną wciąż na samą myśl o tym, co miało miejsce targają ogromne emocje. Coś nieprawdopodobnego.

874

Czy to się dzieje naprawdę? Proszę rzeczywistość o to, by mnie uszczypnęła bowiem mam wrażenie, że jeszcze śnię. Trzymam w dłoni pochodnię zwycięstwa. Ponownie zamykam i otwieram oczy i wciąż pozostaję Piotrusiem. A może J. M. Barrie miał rację??? A może nie ma się co bać marzeń, tylko jeszcze upojniej należy delektować się ich aromatem? Coraz większa ilość pytań. Jeszcze więcej braku udzielonych odpowiedzi. A może nie ma co zbyt dogłębnie podchodzić do tematu tylko trzeba oddać się wirowi zdarzeń i wykorzystać dmący wiatr?

Najgorsze są utarte schematy, co należy myśleć i robić, które mamy w głowie. Nie warto bać się odmienności. A nawet pokuszę się o stwierdzenie, że warto postawić na to, co skrywa nasze serce. Warto bez względu na to, co myślą i mówią inni.

875

Jestem na szczycie. Dobrze mi tu. Podekscytowanie rozsadza mi czaszkę, serce wyskakuje z piersi, chcę wrzeszczeć, śmiać się, po prostu żyć!!! Mam swój czakram.

876

Przekraczając linię mety możesz wszystko. Otacza Cię tysiące powodów uzmysławiających Ci, że właśnie dokonałeś w życiu czegoś naprawdę wielkiego. Obudziłeś drzemiącego tygrysa. Spoglądasz na otaczającą Cię rzeczywistość jego oczyma. Oczyma dynamicznego łowcy, który nie odczuwa kompleksów  tylko zmierza w stronę obranego celu. Łowcy, który bierze co chce. Bierze to, na co zasługuje.

Czuć patos. Dociera do mnie czego właśnie dokonałem. Ręce jeszcze drżą. Ze wszystkich sił dziękuję tym, którzy wierzyli we mnie oraz aktywnie wspierali. Żono dla Ciebie należy się puchar za cierpliwość dla moich niekończących się treningów. Dziękuję, że mimo zmiany pracy pomogłaś mi nagiąć otaczającego nas matrixa, abym mógł zrealizować kolejne marzenie wiodące mnie ku transcendencji.

Finalnie wyszło 83,92 km w czasie 15:40:52. MSC OPEN: 601. Przewyższenia: 3750D+/3530D- Wystartowało 1560; nie ukończyło 156; ukończyło 1404.

877

Był śmiech.

Był pot.

Były łzy.

Było obcowanie z naturą.

Była walka.

Były momenty zwątpienia.

Był zapach pasji.

Było wsparcie.

Byli wspaniali Kibice.

Było życie pełną piersią.

Były endorfiny.

Były myśli przedziwne.

Było poczucie nieobecności.

Było poczucie bezsensu.

Była rozpacz.

Ale i był moment wkroczenia na kolejny poziom.

878

Bardzo ciekawa konwencja biegu w parze. Zgrany Team w mojej opinii stanowi ważny element całego procesu. Cieszy mnie, że nogi „podawały”. Nie odczuwam efektu „płonących mięśni”, jak to miało miejsce np. po poznańskim maratonie. Nie mniej jednak każdy schodek daje znać o sobie.

Bieg Rzeźnika – całkowicie nowy charakter biegania – uzmysłowił mi jedno, w zasadzie przypomniał: NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ. ZAWSZE WALCZ DO KOŃCA. Dopóki możesz zmierzaj w stronę obranego celu. Nie zważaj na przeszkody, muszą się pojawić. Nie słuchaj doradców – ludzi, którzy nie doszli tam, gdzie Ty zmierzasz. Podążaj za głosem własnego serca. Smak sukcesu jest naprawdę wspaniały i wart zapłacenia wysokiej ceny.

879

Organizm wciąż mnie zaskakuje. Na nowo odkrywam coraz to nowsze możliwości. Często dziwię się, że jestem zdolny do takich rzeczy. Może już czas zrzucić zbroję niepewności i w większym stopniu uzmysłowić sobie na co tak naprawdę mnie stać. Kwestia wykonania pierwszego kroku…. W końcu, jak napisał  Brian Tracy Za każdym razem, gdy się nie poddasz i zmusisz się do dalszej pracy, nawet gdy masz już ochotę zrezygnować, Twoje poczucie własnej wartości wzrośnie”.

Przy okazji następnego ultra:

– obowiązkowe tankowanie wody na każdym punkcie odżywczym;

– dokładna analiza trasy przed startem;

– ściągawka z trasy w dniu startu;

– rozpisanie planowanych międzyczasów na punktach kontrolnych;

– dużo większa regeneracja przed samym startem;

– trzeba poczynić inwestycję w buty do biegania w terenie;

– po ukończeniu koniecznie folia termiczna – nocne drgawki nie były przyjemne;

BÓL MIJA – CHWAŁA POZOSTAJE

Cel daje nowe możliwości, które były niedostępne, zanim ten cel nie został osiągnięty” Mateusz Grzesiak

Przepływa przeze mnie strumień radosnego spełnienia. Właśnie to jest życie. Liczy się satysfakcja. W końcu to Ty decydujesz z jaką intensywnością toczy się koło Twojego życia. Działamy Działamy dalej…

880

Na ogół ogrom pracy, który inwestujemy w siebie samych jest znany tylko nam. W większości przypadków świat zewnętrzny dostrzega jedynie efekt finalny. Mało kto ma świadomość, jaką drogę należało pokonać, aby znaleźć się w obecnym miejscu. W końcu, jak napisał Paweł BoreckiNiezaplanowany sukces jest zaplanowaną porażką. Niecelowe działania są działaniami bez celu ”.

881

Stąd też do Biegu Rzeźnika zrealizowałem mnóstwo treningów – okres przygotowawczy trwał 22 tygodnie. Przełożyło się to na 1193 wybieganych kilometrów plus sam Rzeźnik 84 km. Doszły także do tego ćwiczenia siłowo-rozciągające. Starty w zawodach 16 razy. Tak też sporo się działo… Nic nie jest dziełem przypadku. W sumie, jak pisze Paweł Borecki poznasz prawdziwego siebie tylko w wyzwaniach życiowych, w niepogodzie i w niewygodzie, kiedy opuścisz strefę komfortu. Tylko w trudnych momentach poznasz prawdę o sobie”.

882

Czasem trzeba się zatrzymać, by odetchnąć i zebrać myśli i powrócić na właściwy tor własnych działań. Koniec ze świętowaniem, Bieg Rzeźnika był jedynie przystankiem – ważnym etapem na drodze do realizacji jeszcze większych rzeczy. Czuję się dumny zakładając na siebie koszulkę Finishera.  Naturalnie rzecz biorąc rodzi się pytanie: CO DALEJ???

Prawda jest taka, że odczuwam coraz intensywniejszy zapach tematów ultra. Mój umysł wyszukuje już nowych form terenowych działań. W domu walają się mapy okolic Warszawy, choć nie tylko…  Nie mniej jednak nie ma jeszcze wykrystalizowanej wizji jutra.

Najważniejsze jednak, by w obecnym sezonie biegowym skończyć to, co zaczęte. W związku z tym w drugiej połowie roku kluczowym startem będzie Maraton we Wrocławiu. Nie tylko ma stanowić zwieńczenie Korony Maratonów Polskich, ale również będzie polem bitwy wiążącej się z pokonaniem czasu 03:45:00. Nogi kilkukrotnie udowodniły już, że jestem gotów. Pracujemy nad głową.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

6 myśli nt. „WYPRAWA W BIESZCZADY – PORA NA BIEG RZEŹNIKA

  1. Pingback: 9 BIEG TRUSKAWKI | Inspirując do działania…

  2. Pingback: X BIEG URSYNOWA | Inspirując do działania…

  3. Pingback: ASIA I PAPRI | Inspirując do działania…

  4. Pingback: ŻYCIE NIE CZEKA: KOLEJNE PÓŁ ROKU ZA MNĄ | Inspirując do działania…

  5. Pingback: WYCIECZKA PO KAMPINOSIE | Inspirując do działania...

  6. Pingback: BIESZCZADY | Inspirując do działania...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *