SLAYER

Jeśli zobaczę więcej, to dlatego, że stoję na ramionach gigantów Izaak Newton

Nastał ten dzień. Kieruję się w stronę Łodzi
Odpływam…
Zaszywam się we własnym matriksie.

Trasa w skrócie:
Długość: 310 km
Czas podróży: 1 dzień
Początek i koniec: Warszawa, Wilanów zone
Przebieg trasy: Autostrada wolności

Takie spotkania to ja lubię 🙂

Ekscytacja towarzyszyła mi już od samego rana. To uczucie, że nadciąga zmiana. Symboliczne zamknięcie pewnego rozdziału w moim życiu, by pójść dalej. Wznieść się na kolejny poziom. Finalnie może nie pożegnać, ale przesunąć na drugi plan wiecznego młodzieńca. W dalszym ciągu cieszę się życiem, biorę za wszystko pełną odpowiedzialność, by swemu następcy od samego początku przekazywać właściwe i wartościowe wzorce.

Zaczęło się zwyczajnie, jak na dobrych koncertach. Na Obituary dopiero wkroczyliśmy. Antrax w porządku. Lamb of God dobrze rozgrzali publiczność. Z chwilą gdy po intro wybrzmiały pierwsze dźwięki z całą mocą przypomniałem sobie, co oznacza marka SLAYER. Rozpętało się szaleństwo…

Podczas koncertu uzmysłowiłem sobie, że po prostu w grę wchodzi odgrywanie różnych ról. Kwestia tego, by odnaleźć się we wszystkich i w należyty sposób je odgrywać.

W hołdzie znamienitemu Gitarzyście… R.I.P.

Ostatnie słowa Toma wypowiedziane po polsku: „Będę za wami tęsknić” stanowiły symboliczne pożegnanie, wskazujące na koniec pewnej epoki. Tytani, którzy grali od 1981 roku bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę. Zastanawiam się, czy w ogóle będzie ona do przeskoczenia. Czas pokaże, jak ze wszystkim. W końcu jeśli chodzi o żywioł na koncertach był SLAYER a potem długo nic. Sceniczny fenomen. Nieokiełznana siła, która wyzwala w ludziach pozytywną furię. Trash metal górą!!! Coś się kończy, coś się zaczyna.
Działamy Działamy dalej.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *