2014.08.31 I BMW PÓŁMARATON PRASKI

Nastała niedziela. Jedna rzecz to usłyszeć coś, czy też wymyślić, a całkowicie inna przyswoić. Decyzje związane z inicjacją działania dojrzewają w nas niezmiernie powoli. Dopiero gdy zredukujemy wewnętrzny dysonans  wiążący się z wyjściem z własnej strefy komfortu nastaje czas na właściwą akcję.  Zatem nastał moment na założenie Asicsów i udanie się na linię startu. To jest ten moment, ta chwila, by wspiąć się na kolejny szczebel i znowu pokonać samego siebie. Czas zmierzyć się z dotychczasowym rekordem. Towarzyszy temu dreszczyk emocji, pozytywny poziom stresu, który napędza mnie do działania. W końcu to ostatni test przed finalnym sprawdzianem na dystansie królewskim. Plan jest ambitny, zatem tym bardziej trzeba go zrealizować.

Tym razem przebieramy się przy samochodzie:

124

Rafał L. pomaga mi ulokować żel, który ma dożywić organizm około 9 kilometra:

125

Przed tak wymagającym dystansem trzeba zrealizować porządną rozgrzewkę. Z radością na ustach wykonuję ćwiczenia rekomendowane przez Rafała L.:

126

Rozciągając się wspólnie z Rafałem L.:

127

Wspólne przebieżki tuż przed startem. Słucham ostatnich wskazówek od Rafała L.:

128

Człowiek porządnie ładuje akumulatory odbywając wspólną rozgrzewkę, nie mniej jednak dopiero gdy startuje bieg dochodzi do prawdziwego starcia. Umysł zwęża się do małego pudełeczka. Zaczyna się walka. Organizm włącza bunt. Daje sygnały, na zasadzie: odpuść, po co Ci to wszystko. A Ty mimo wszystko przesz do przodu. Walczysz dalej bowiem masz świadomość, że czeka na Ciebie nagroda, na którą składa się TOTALNY POZIOM SATYSFAKCJI.

Do 11 km biegłem zgodnie z planem. Wszystko funkcjonowało w jak największym porządku. Kryzys rozpoczął się około 17-stego km kiedy to odezwały się mięśnie. Z głową nie było problemów: cały czas powtarzałem sobie w myślach słowa Richa Rolla, jak również Chrissie Wellington. Ponadto miałem świadomość, że tuż przed metą oczekują na mnie Rodzina i Przyjaciele. To dodało mi dużo sił. Łapiąc przedostatni zakręt usłyszałem mega gorący doping. Tego momentu nie da się opisać słowami. Euforia wynikająca z chęci sprostania oczekiwaniom zderza się z aktualnymi możliwościami organizmu. Zacząłem dusić, ale z automatu pojawiły się zakwasy w obydwu łydkach naraz. W pewnym momencie zacząłem nawet nienaturalnie podskakiwać. Potem odezwały się „4”. Oczy zarosiły się łzami w wyniku piorunującej mieszanki: z jednej strony euforia wynikająca z gorącego dopingu z drugiej zaś ból ciała, które nie wytrzymywało intensywnego tempa.

Niesiony tak mocnym dopingiem jestem nie do pokonania. Jeszcze ostatni zakręt i będzie finisz:

129

Mimo wszystko udało się dopiec do mety z poczuciem satysfakcji. Półmaraton zamknięty z czasem 1:55:02. MSC open 2569, M30 – 1086:

130

Wspaniałe Dziewczyny, które mocno zrywały gardła, aby mi dopingować:

131

Mimo wszystko największą satysfakcję poczułem z chwilą, gdy mogłem przytulić się do moich kochanych Dziewczyn: Żoneczki, Mamci i Siostrzyczki oraz przybić gromką piątkę z pozostałymi uczestnikami biegu: Championem, Rafałem L. oraz Rafciem D. Dzielenie pasji z bliskimi to najwspanialsza rzecz, jakiej możemy doświadczyć.

Totalny szacun dla mojej Żoneczki. Nie dość, że w niedzielę, w dzień wolny od pracy, wstała wraz ze mną o 6:00 (wychodzi na to, że jest równie zakręcona, jak i ja) to jeszcze wykonywała fuchę nadwornego fotografa i najlepszego na świecie kibica. Wspaniały moment, gdy tuż po biegu mogłem pochwalić się Żonie moim nowym trofeum. Medal jeszcze gorący:

132

Cała nasza aktywna, sportowa ekipa. Działać z takimi ludźmi to prawdziwy zaszczyt:

133

Poniżej prezentuję kolejne trofeum w mojej sportowej kolekcji:

134

To już drugi medal stanowiący zwieńczenie półmaratonu. Zdobycie go po raz kolejny wzbogacone zostało całkowicie odmiennymi emocjami niż dotychczas. Czy to kwestia dystansu? Nieco odmiennej atmosfery? Żarliwego dopingu najbliższych? Większego zmęczenia na finiszu? Sam nie wiem??? Nie będę spłycał magii, która mnie ogarnia. DZIAŁAMY DZIAŁAMY dalej!!!

Najwspanialszy moment czekał mnie po przyjechaniu do domu Siostrzyczki oraz Championa. Rodzinnie przypieczętowaliśmy sukces biegowy (fantastyczna życiówka u Tomcia) wspólnie siedząc przy stole i konsumując zwycięski obiad:

135

Naładowany pozytywną energią, mimo bólu mięśni, otulony byłem dobrym humorem do końca tego, jakże pięknego dnia.

136

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Jedna myśl nt. „2014.08.31 I BMW PÓŁMARATON PRASKI

  1. Pingback: ZNÓW NASTAŁY POMYŚLNE WIATRY | Inspirując do działania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *