MUZEUM WARSZAWY

Ludziom przydałby się czasem jeden dzień wolny od życiaśw. Augustyn

Kolejny przystanek na oddech i refleksję zarazem. Tym razem zatrzymuję się w Muzeum Warszawy. To tak w ramach uzyskania życiowego balansu, zniwelowania stresu, podładowania mentalnych akumulatorów. Relacja z wizyty poniżej.

Syrenka towarzyszy Stolicy od zawsze… Rzecz jasna ze swoimi nieodłącznymi atrybutami – tarczą i mieczem, jako symbolami obronności Warszawy.

Stolica w miniaturze.

W podziemiach kamienic w północnej pierzei Rynku czają się takie skarby…

Detale architektoniczne, których nie unicestwił najeźdźca. Wyobraźnia szaleje, gdy człowiek zaczyna wyobrażać sobie, jak wyglądało jego ukochane miasto przed zniszczeniami.

Przemierzam dalej pośród labiryntu pomieszczeń. Jestem pozytywnie zaskoczony nie tylko zbiorami Muzeum Warszawy, ale i formą zorganizowania przestrzeni muzealnej. Coś pięknego. Jest to fantastyczne miejsce na mapie Stolicy, w którym spokojnie – przy założeniu, że człowiek jest naprawdę zainteresowany – można spędzić cały dzień. Ja dysponowałem zaledwie dwiema godzinami. Okazało się to zbyt mało. Podczas przemieszczania się przez kolejne sale czułem presję czasu.

Wracając jednak do ekspozycji… Nie zabrakło obrazów.

Czy też opakowań firm produkujących w Stolicy. To zaledwie fragment wspaniałości, które pozwoliły mi przenieść się w czasie śladem historii Warszawy i jej mieszkańców.

Przy okazji oglądam wystawę czasową: Niewidoczne. Historie warszawskich służących. Swoista wizytówka minionych czasów, gdy ze wsi do Stolicy przyjeżdżały młode dziewczyny, aby uniknąć biedy i głodu. Co natomiast spotykały w Warszawie? Życie pisze różne scenariusze, często bardzo mroczne. Wystawa pozwala oddać się refleksji…

Mówią, że szczęśliwi czasu nie liczą… Coś jest na rzeczy…

Odwiedzając Muzeum Warszawy nie mogłem zrobić inaczej. Jeszcze chwila kontemplacji przy pomniku Warsa i Sawy. 🙂

Ulicą Mostową wracam do rzeczywistości i Działamy Działamy dalej.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *