OSTATNI WEEKEND CZERWCA

Dom jest to małe państwo, w którem nieumiejętne zastosowanie szczegółowych sprężyn utrzymujących całość psuje harmonię ogólną Lucyna Ćwierczakiewiczowa

W zeszły weekend wyłącznie we dwóch, teraz już w komplecie dosiadamy Pegaza i ruszamy na przeciw kolejnej przygodzie. Poprzez codzienność piszemy nasz życiowy scenariusz. Kolekcjonujemy wrażenia, łapiemy chwile, by finalnie uzyskać uczucie satysfakcji i zaspokojenia. Dlatego każdego dnia wyrywam, jak najwięcej czasu, by póki co bazując na własnym hobby, kreować Adasiowi wizję kolorowej rzeczywistości. Rzeczywistości ukonstytuowanej naszą historią. Relacja poniżej.

Nie wytrzymałem, w drodze na rancho odbiliśmy kilka kilometrów, aby zatrzymać się we wsi Latowicz. Interesuje mnie tamtejszy wiatrak 🙂 W pobliżu cmentarza, na prywatnej posesji mieni się w słońcu ten wiekowy koźlak. Zbudowany w Parysowie w 1839 roku, do odwiedzonego przez nas miejsca trafił w 1936 roku. Ot taki przyjemny mini postój w trasie.

No dobra, w Chrominie też na chwilę przystanęliśmy. Drugi wiatrak do kompletu skrywa się przy lokalnej drodze między wsiami Latowicz i Chromin. Klimatyczne miejsce dla koneserów architektury drewnianej. Zapomniany, można wejść do środka. Poczuć dawny klimat świetności, by finalnie po raz kolejny uzmysłowić sobie, że wszystko przemija… Koźlak został wzniesiony w 1868 r. przez Ignacego Borkowskiego z Huty Kuflewskiej dla rodziny Głowackich. Pod koniec XIX w. został odkupiony od Jana Głowackiego przez Franciszka Świątka, a następnie w okresie międzywojennym przeszedł w ręce syna Stefana, który był ostatnim właścicielem do śmierci w 1985 r.

Docieramy na ranczo. Czas na wielokrotnie przekładane spotkanie urodzinowe 3 Baranów. Ostatni raz w komplecie spotkaliśmy się w zeszłym roku. Pierwszy i jak pokazuje historia, ostatni raz. Niestety…

Tym razem czas na pierwsze owocowe zbiory Adasia.

Niezmiennie trwamy w klimacie van life. Adaś w coraz bardziej żywiołowy sposób reaguje na Pegaza, co niezmiernie mnie cieszy. Zasiane ziarno pasji zaczyna kiełkować. Dolewam oliwy do ognia i bacznie obserwuję, co będzie się działo dalej. 🙂

W pierwszy weekend wakacji nie mogło skończyć się inaczej. Adaś debiutuje z basenowymi kąpielami w plenerze. Musieliśmy wykorzystać tak piękną pogodę.

To nie tylko pierwsze chwile Adasia w basenowym wydaniu… Działamy Działamy dalej.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *