BOHEMIAN RHAPSODY

Nie zamierzam być gwiazdą, zamierzam zostać legendą!Freddie Mercury

Queen – legendarna grupa i dla mnie. Pierwszy zespół, którego zacząłem słuchać na poważnie w latach wczesnoszkolnych. Muzyka Królowej przewijała się przez całe moje życie. Na Bohemian Rhapsody udaliśmy się zwartą Ekipą. Gdy tylko pojawiła się czołówka: odpłynąłem. Na dwie godziny przeniosłem się do własnego świata.

Mega dbałość o szczegóły w połączeniu ze świetnym doborem aktorów. Do tego nieprawdopodobnie wpleciony w fabułę koncert Live Aid. I ta muzyka w tle, a często na pierwszym planie… człowieka przeszywa dreszcz od stóp do głowy. Poniżej kilka słów.

Film pozostawia wiele nawet nie zainicjowanych wątków, ale w sumie to nie dziwi przy tak barwnej postaci, jaką był Freddie. Nie odnajdziemy Barbary Valentine, Davida Bowie, życia w Szwajcarii i wielu wielu innych. Dobrze, że reżyser nie skupił się głównie na wątku wyuzdanej natury Freddiego, a raczej tylko ją zasugerował. Film uchyla furtkę, by zaprosić widza do świata Freddiego Mercury. Mnogość wątków zaledwie sygnalizuje określone scenariusze, które wyreżyserowała barwna postać Freddiego. I to bardzo mi się spodobało.

Dojrzewanie Freddiego do własnej tożsamości. Ogromna samotność tego niekwestionowanego geniusza scenicznego, czy skomplikowana relacja z Mary. Poczucie własnej wartości, pozwalające zagrać va banque. Gdy wiesz do czego dążysz i na co Cię stać – nie idziesz na kompromisy. Prezentuje także mechanizm działania tej super Grupy, która w niezmienionym składzie grała przez tyle magicznych lat. Ilość granic, które przekroczyli, rekordów, które pobili przyprawia o zawrót głowy. Jak również dostrzegamy dążenie do totalnego perfekcjonizmu, kiedy w grę wchodzi zrealizowanie własnych wizji. Liczne powtórzenia, często frustrujące, które finalnie zaowocowały majstersztykiem. Pokazuje to, że muzyka ich pozostanie ponadczasowa. W mej opinii tytułowe Bohemian Rhapsody to numer jeden na muzycznej liście wszech czasów, w związku z czym z pewnością zasieję ziarno Queen u kolejnego pokolenia.

Dlaczego zamieszczam Bohemian Rhapsody w moim inspirującym kinie? Ponieważ pokazuje postać Freddiego, który bezkompromisowo dąży do zrealizowania swoich marzeń. Podąża własną ścieżką, by zrealizować swoje muzyczne cele. Do samego końca. Niemalże do samej śmierci.
Niezliczona ilość detali, jaką został naszpikowany film powoduje, że sięgnę po DVD, by w zaciszu domowym na spokojnie kontemplować jego treść.

Serdecznie polecam i Działamy Działamy dalej.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *