13. CSOB Bratislava Marathon

Twoje ciało nie chce tego robić. Kiedy biegniesz ono mówi Ci abyś się zatrzymała. Dlatego Twój umysł musi być silny. Zawsze posuwasz się za daleko dla Twojego ciała. Musisz znieść ból, obrać odpowiednią strategię na pokonanie go… Tu nie chodzi o wiek, nie chodzi o dietę. Chodzi o to jak bardzo chcesz osiągnąć sukces.Jacqueline Gareau

To jest właśnie mój świat. Zapraszam Cię na krótką podróż, po jednym ze zrealizowanych projektów.

Czas nie poczeka.
Pędzi niczym rozpędzona lokomotywa.
Trzeba wskakiwać do jednego z wagonów…
Nastał poświąteczny czas, co dla dla mnie i Championa oznacza jedno: Działamy Działamy w debiucie maratońskim poza granicami Polski. Wybór padł na Bratysławę – jedyną stolicę na świecie, która graniczy z dwoma państwami, tj. na południu z Węgrami, a na zachodzie z Austrią. Zmierzymy się tam z 13. CSOB BRATISLAVA MARATHON.

Poniżej wrażenia z tego debiutu. Mój ósmy i zarazem pierwszy poza granicami Polski maraton dedykuję Rodzinie, która wspiera me pasje.

Trasa w skrócie:
Długość: 1410 km
Czas podróży: 4 dni
Początek i koniec: Warszawa, Wilanów zone
Termin: 06-09.04.2018
Przebieg trasy: Piotrków Trybunalski – Częstochowa – Zwardoń – Żylina – Bratysława – Trenczyn

Tu nie ma miejsca na marudzenie. Przyjdzie zmierzyć się z 2 pętlami.

Debiutancki start z nowym logotypem. Dzieje się sporo pozytywnych rzeczy. Sobotni rozruch razem z Championem.

Ładowanie kalorii przed starciem z królewskim dystansem. Teraz tylko Kofola

Ostatnie przedstartowe formalności do załatwienia.

Wsparcie na trasie stanowi wspaniały zastrzyk energii. Dodaje skrzydeł. Biegacz uruchamia mentalne turbo. W takich momentach przeszywa mnie prąd pozytywnych wibracji. Właśnie dlatego warto czerpać z życia pełnymi garściami.

Wychodzenie ze strefy komfortu wymaga piekielnego wysiłku. Zanurzam się w odmętach bólu.

Grunt, by być tym, kim się chce stać.
W drodze po marzenia nie warto wywieszać białej flagi. Ona z zasady musi być kręta.
Przypomnij sobie uczucie, gdy przekraczałeś linię swojego pierwszego maratonu, chwilę gdy osiągałeś trudno dostępny szczyt, gdy domykałeś mozolny projekt, mimo tego, że wokół wszyscy cię do niego zniechęcali. To jest właśnie mój moment. Ta szybko ulotna chwila. Kocham, tak kocham finiszować na dystansie maratońskim.

Nigdy, przenigdy nie wolno Ci zejść z placu boju. Potyczka kończy się dopiero za linią mety.
Jestem Zwycięzcą, po raz kolejny wygrałem bitwę z samym sobą. Teraz pozostaje krótkotrwały ból, ale solidna i długotrwała satysfakcja.

Spełniłem kolejne marzenie: przekroczenie linii mety z polską banderą.

Pierwsze żelastwo w mojej kolekcji przywiezione z zagranicy. Jest moc!!! Generalnie rzecz biorąc jestem bardzo zadowolony z zagranicznego debiutu (04:23:48), pora na realizację kolejnych projektów.

Na wyjeździe są powody do świętowania. Idealna okazja, aby spożyć trunek otrzymany z niecodziennej okazji. Dziękuję wszystkim za pamięć. To Wy jesteście najważniejsi. Wspaniali ludzie, którzy mnie otaczają. Bez Waszych uśmiechów, wsparcia, bycia razem moja egzystencja byłaby szara i marna. Ważne, by marzenia mogły dojrzewać. Wznosić się ku niebu.
Lat przybywa, a wraz z nimi, na całe szczęście, poszerzają się horyzonty i możliwości.
Ponownie daleki jestem od pesymistycznych myśli wiążących się ze skreśleniem kolejnego roku mej egzystencji. Zamiast tego skupiam się nad tym, co przede mną. A możliwości rysują się wspaniałe… Już niedługo odbieram Pegaza po lifcie…

Po starcie, jak najbardziej zasłużone, zwłaszcza w tak doborowym Towarzystwie. Jest co świętować!!! Nie codziennie zdarzają się takie spotkania, gdzieś poza naszą codziennością (a tak swoją drogą 27 dni totalnie bez alko wartko upłynęło; detoks dobrze mi zrobił).

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zaliczyli lokalnych atrakcji turystycznych. Tym bardziej, że miasto znajduje się na przecięciu dwóch szlaków handlowych. Bursztynowego łączącego Morze Bałtyckie z Morzem Śródziemnym oraz szlaku dunajskiego. Wśród nich znalazły się:

Ruiny Gerulaty – rzymskiego obozu wojskowego. Gerulata wchodziła w skład systemu rzymskich umocnień granicznych, chroniących Imperium przed ludami barbarzyńskimi.

Ruiny średniowiecznego Zamku Devin usytuowane są na masywnej skale u ujścia rzeki Morawy do Dunaju.

Na terenie rozległych ruin zamkowych znajdują się pozostałości rzymskiej twierdzy. W czasach celtyckich na wzgórzu istniało oppidium, a później stacjonowali na nim żołnierze jednego z rzymskich legionów.

Klimat wąskich uliczek zarówno w Devin, jak i Bratysławie urzeka. Rzeczywiście czuć tutaj śródziemnomorski klimat.

Do pokonania 80-cio metrowe granitowe wzgórze coby zwiedzić Zamek Bratysławski i podziwiać panoramę Dunaju.

Budowla jest określana jako „stół odwrócony do góry nogami”. W warowni podpisano ustawę federacyjną między Czechami a Słowacją. Na wzgórzu zamkowym budowle stawiali także Celtowie, Rzymianie i Wielkomorawianie.

Rokokowy dom U dobreho pastiera uważany jest za najwęższy budynek w Europie.

Ulica Michalska – w dobie baroku stała się reprezentacyjnym traktem.

Kolorowe koty namalowane na ślepych oknach kamienic – m.in. z tego słynie Ulica Panska.

Cumil – pomnik kanalarza. A tak swoją drogą „Cumil” oznacza gapę.

Stara radnica – najstarszy ratusz w kraju. Malowniczy zlepek kilku stylów architektonicznych.

Bratysława stanowi dobre miejsce na jeden weekendowy strzał i tyle. Nie widzę potrzeby, aby kiedykolwiek tutaj wracać.

Bratysławę wypełnia szereg fontann, gdzie około połowa to obiekty zabytkowe. Niestety większość była bez wody. Zwiedzanie Bratysławy poza sezonem dało tutaj o sobie znać.

Bratysława nocą nie mogła umknąć naszej uwadze.

Było też, rzecz jasna, lokalne jedzonko.

Nie zapomnieliśmy także o lokalnych trunkach.

Los nam sprzyjał. Totalnie w formie deseru, wracając do Polski, natknęliśmy się na istną perełkę. Jak słusznie zauważył mój Przyjaciel, „fajnie byłoby przyjechać tutaj na dłużej”. 🙂 Mowa rzecz jasna o Trenczynie. Góruje nad nim wspaniałe zamczysko z XI wieku, nie mniej jednak klimat samego miasteczka także jest wspaniały.

W takim składzie uwielbiam podróżować.

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Kolekcjonujmy ich w naszym życiu, jak najwięcej. Czyż nie o to właśnie chodzi…???

Niezliczoną ilość takich magicznych momentów życzę każdemu. Twórzcie własne cudowne chwile, by nie trwonić otrzymanej szansy na wspaniałe życie.
Polska…
Europa…
Świat…
… stoją przed nami otworem.

Działamy Działamy dalej.
Pora wygrzebać kolejne projekty z szuflady.
Szkoda czasu…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *