NIECO KRĘCENIA SOLO

Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem.Henry David Thoreau

Znów słyszę ten głos…
Jego brzmienie wypełnia mój umysł.
Nie spoglądając się za siebie ruszam.
Z chłopięcą naiwnością stawiam czoła kolejnej radosnej przygodzie…
Po prostu chwytam dzień, swój dzień …

Tym razem nieco inaczej niż zwykle…

Dawno, bardzo dawno nie wypuściłem się gdziekolwiek solo. W czerwcowy weekend nastał ten moment. W ramach imieninowego bonusu zrobiłem sobie refleksyjny czas na rowerze w otoczeniu przyrody.

Uwielbiam ten kierunek, w związku z czym udałem się w stronę rancza. Ponadto nakręcone kilometry zaliczone zostały do odznaki „Rowerem przez lasy otwockie” – w końcu cały czas trzeba mieć z tyłu głowy realizowanie zaplanowanych przedsięwzięć. Jakby nie liczyć kolejne 45 punktów do przodu.

FAZA NUMER JEDEN:

Przygodę rozpocząłem w piątek po pracy (pozwoliły mi na to właściwe przygotowania już w czwartek). W stronę rancza pojechałem odmienną niż zwykle drogą. Wilanów – Powsin – Konstancie Jeziorna – Góra Kalwaria – Warszawice – Pogorzel pod Osieckiem – Rębków – Izdebno Kolonia
Wilanów ponownie daje mi w kość. Przymusowy postój w Powsinie, bo jestem totalnie przemoczony.

W Górze Kalwarii staję by zrobić mały przepak, przy okazji można zobaczyć czołg.

Wisła pokonana, teraz pozostaje kręcenie korbą po mniej uczęszczanych szlakach.

W trakcie jazdy zwiedziłem Pogorzel pod Osieckiem i tamtejszy Kościół Mariawitów. Mariawityzm jest wyznaniem oryginalnie polskim. Z zasady odnosi się do naśladowania życia Matki Bożej, jej pokory, miłości, czystości i modlitwy oraz opiera się na szerzeniu kultu maryjnego (jak wyczytałem w Wikipedii wśród wyznań chrześcijańskich w Polsce, jako jedyny ma genezę czysto polską). W chwili obecnej budynek stoi pusty. Usytuowany przy głównej drodze przyciąga wzrok obnażając hulający wiatr pośród samotnych murów.

Pora zjechać z asfaltu ku naturze.

Po drodze mijam także dąb szypułkowy Jan Paweł II Wielki.

Koło mieli kolejne km.

Niecodzienny widok. Łabędź spotkany w środku lasu. Domniemywam, że zbliża się kres jego dni. Nie mniej jednak nie podejmuję żadnych kroków pozostawiając sprawę naturze. Stawiam na darwinowską teorię doboru naturalnego.

Z nikim i z niczym się nie ścigam. Czas stanął w miejscu. Zatapiam się w refleksyjnej chwili. Dzień zamykam z nakręconymi 74 km. Jest po prostu wspaniale, nie przeszkadzał mi nawet lejący się na łeb deszcz. Czuję się wolny…

FAZA NUMER DWA:

Sobotni ślad liczył sobie prawie 70 km. Izdebno Kolonia – Łaskarzew – Maciejowice – Antoniówka Świerzowska – Ostrów – Lipniki – Izdebno Kolonia

Podróże kształcą…

Wiele lat przyjeżdżam na ranczo a dopiero teraz Mama uświadomiła mnie, że w okolicznym Łaskarzewie znajdują się szczątki cmentarza żydowskiego założonego już w XIX wieku. Jak się okazuje w szczytowej fazie Żydzi stanowili 44% miejscowej populacji i to właśnie dzięki nim miasto prężnie zaczęło się rozwijać (m.in. dzięki krawiectwu). Jak w wielu miejscach w Polsce, także i tu barbarzyństwo minionych czasów widoczne jest niemalże na każdym kroku. Naziści bestialsko wymordowali tutejszych mieszkańców żydowskiego pochodzenia oraz wywieźli do obozów koncentracyjnych.

Opis jednej z ówczesnych mieszkanek Łaskarzewa mrozi krew w żyłach:

Getto w Łaskarzewie w październiku 1940 r. – 1.500 osób. Boję się „wysiedlenia”. Burmistrz miasta – rzekomo szwagier Franka – przyrzeka nie dopuścić do wysiedlenia, za co Żydzi płacą. Często też bierze zakładników, których za pieniądze zwalnia. Z cegieł, kamieni własnych, niszczonych przez Niemców domów budują Żydzi szosę Łaskarzew-Sobolew, za co „na pewno” zostaną w Łaskarzewie. I za tą robotę płacą staroście. Z okolicznych miasteczek – Parysów, Sobieni – dochodzą wieści, że grozi wysiedlenie do „wagonów” (śmierć). (…..) Około 900 ze starym rabinem na czele ucieka w las. Pozostałych odesłano do Treblinki – 30 IX 1942. Gestapowcy ogłaszają, że tworzą drugie getto w mieście. Żydzi wracają z lasów (zbliża się zima, głód, nędza). Po 6 tygodniach [nieczytelne] i tych Żydów do Treblinki. Z wagonów wyskakuje około 100 osób. Niektórym koła wagonów odcinają ręce lub nogi. Dziewczyna, której koło wagonu odcięło jedną rękę, chwyta drugą ręką za karabin milicjanta, który chce ją zastrzelić. Milicjant zabija ją wystrzałem z rewolweru. Tych, którym udało się uciec do lasu, denuncjują i gestapo zabija ich.

Źródło

Smutne jest to, że w chwili obecnej znajdziemy tutaj jedynie krzaki, przerośniętą trawę, puste butelki po alkoholu i zapach ludzkich ekskrementów. Brak myślenia i tępota autochtonów aż boli… Sprawdziłem, rzeczywiście na nowej tablicy z planem miasta nie ma śladu o cmentarzu. Brak słów…

W dalszej części dnia kontynuowałem wątek historyczny, stąd też zakręciłem korbą w stronę Maciejowic. Czas na wspomnienia o Tadeuszu Kościuszce. Obowiązkowa pozycja: Kopiec Kościuszki.

Gdzieś w lesie, przed Maciejowicami, wypatrzony mały cmentarz żołnierzy poległych w I Wojnie Światowej.

Pora na Maciejowice.

Potwór cywilizacji wyłaniający się wprost z dzikiej natury…

Dziś wietrznie, nawet bardzo, ale za to sucho.

Ponadto zweryfikowałem możliwości przepraw promowych. Wciąż poszukuję nowych ścieżek wiodących mnie w stronę mojej ostoi. Już wkrótce będę mógł się dostać na ranczo całkowicie nową drogą. To tylko cieszy.

Człowiek nieustannie uzurpuje sobie prawo do rządzenia naturą. Rżnięcie lasu, rżnięcie…

Ślad człowieka zawłaszczającego coraz to większe połacie natury zmusza mnie do refleksji.

Do zimnego kapsla ognisko jak znalazł. Tym razem w opcji z pieczoną kiełbaską.

Wizje są po to, aby je realizować. Męska świątynia relaksu. Idea jest prosta: chillout, oderwanie się od rzeczywistości. Przy konkretnym zapotrzebowaniu: formatowanie.

FAZA NUMER TRZY:

Droga powrotna to dołożenie 88 km do puli. Izdebno Kolonia – Garwolin – Trąbki – Pilawa – Ponurzyca – Tabor – Wilanów

W trakcie niedzielnego powrotu po raz kolejny przekonuję się, że przygoda czai się za każdym rogiem. Dlatego warto się rozglądać. Moją uwagę przykuł Kopiec Ignacego Hordliczka w Trąbkach. Wizja tego człowieka doprowadziła do powstania Osady Czechy. Dzięki jego hucie szkła Trąbki zyskały na znaczeniu. Nie jest to skala, jak w Żyrardowie, lecz projekty tego typu zawsze robią na mnie wrażenie. Tym bardziej, że huta działa po dziś dzień. Dzisiaj nie było na to czasu, ale z pewnością tutaj wrócę.

Przyroda jest po prostu wspaniała.

Przejeżdżam przez wieś Ponurzyca. Wielu twierdzi, że jest to jedna z najpiękniejszych wsi na Mazowszu. Na jej klimat wpływa m.in. usytuowanie. Znajduje się trochę na wzgórzach, trochę w dolinach („po norach” – stąd nazwa). Powstała na przełomie XVIII i XIX wieku jako wieś czynszowa w osieckich dobrach Potockich. Z pewnością wieś ma swoją specyfikę. Przemierzając nieutwardzonymi drogami miałem wrażenie, że czas stanął tu w miejscu, a gospodarstwa niemalże idealnie wkomponowane zostały w naturalny krajobraz. Urzeka to swoim pięknem, zwłaszcza gdy człowiek uzmysłowi sobie, że wokół znajduje się las.

Tym razem szlak był także wymagający. Nie tylko z racji piachu zmuszony byłem prowadzić rower.

Chwila na oddech bowiem odcinek w dziczy mocno dał mi w kość.

Tym razem królowa polskich rzek pokonana mostem siekierkowskim.

Jest moc. W samotny, aktywny weekend nakręciłem łącznie dystans 249 km. Cieszę się, że mam tak nieprawdopodobnie duży komfort, by móc spędzić owocny czas sam ze sobą. Przy zachowaniu właściwych proporcji jest to inspirujące doznanie. Ponadto spotkanie z Rodziną na ranczu, pola, lasy, miejscami dzika natura – to zawsze mnie inspiruje.
Działamy Działamy dalej.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *