MERCURY BICYCLE TRIP

Im lepiej myślisz o sobie, innych ludziach i świecie, tym więcej dobra dostaniesz od świata.” Beata Pawlikowska

Jak sprawić, by odczuwać szczęście?
Co zrobić, by serce szybciej kołatało?
Na czym się skupić, by czuć wiatr we włosach?
Poniżej jeden z moich ostatnich pomysłów:

TYTUŁEM WSTĘPU:

To Ty wyznaczasz stację docelową pociągu zwanego życiem. Sięgnę do trywialnego wręcz wniosku: perspektywa zmienia wszystko. Pora na debiut organizacyjny łączący zamiłowanie do muzyki z przemieszczaniem się na jednośladzie. Zaczynamy MERCURY BICYCLE TRIP 2017.

Wspinam się na czubki swych palców z nadzieją, że spostrzegę nieco więcej tego, co skrywa horyzont. Mercury Bicycle Trip z całą pewnością będzie stanowił wspaniały test przed nadciągającym egzaminem wiążącym się z pokonaniem na rowerze dystansu prawie 700 kilometrów wzdłuż Morza Bałtyckiego. Wyprawa rowerowa stanowić będzie także jeden z etapów wiążących się z zaliczeniem Kolarskiej Regionalnej Odznaki Turystycznej „Rowerem przez lasy Otwockie” PTTK.

Poniżej relacja z naszego ostatniego wspólnego przedsięwzięcia.

DZIEŃ PIERWSZY MERCURY BICYCLE TRIP:

Startujemy w czwartek o 8:30 rano z Wilanów Zone. Pora zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Czas przekroczyć mentalną granicę łączącą się z pokonaniem na rowerze dystansu ponad 100 km na raz.

W trakcie drogi odwiedzamy Mariańskie Porzecze (KOT) – Sanktuarium pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej. Gratka dla miłośników architektury drewnianej. Pokaźna fasada świątyni przyciąga uwagę.

Bycie razem stanowi wspaniały przyczynek do wylęgania się kreatywnych pomysłów. Pokonujemy kolejne kilometry wiodące nas w stronę rancza.

Rozpiera mnie pozytywna energia. Jestem w trakcie spełniania kolejnego z marzeń…

Strzał w „10”!!!

Odpowiednie rozłożenie sił, jak również uzupełnianie płynów i jedzenia bezpośrednio przekładają się na jakość kręcenia korbą.

Tego odcinka obawiałem się najbardziej… Podjazd w Górze Kalwarii przy pełnym załadunku. Nie odpuściliśmy jednak. Ze sporym wysiłkiem, lecz podjechaliśmy bez zatrzymania się.

Trasa wiodąca przez mazowieckie tereny jest naprawdę wspaniała. To nie tylko malownicze wsie, sady, ale i dzika natura.

Zbliżamy się do dzisiejszego celu…

Cel osiągnięty!!! Z uśmiechem na ustach dotarliśmy do celu.

Łączny pokonany dystans dzienny wyniósł 103 km. Złamanie symbolicznej setki w przeciągu jednego dnia, w połączeniu ze zwiedzaniem będzie mocnym mentalnym podładowaniem. I właśnie taki był zamysł. Pora na imprezkę. Jest moc!!!

Przy okazji długiego weekendu pojawiła się doskonała okazja, aby przetestować nowy zestaw grający. Tym razem typowe stereo. Technologicznie cofamy się do minionego wieku, aby zaznać klimatu tamtejszego brzmienia. Mała rzecz a cieszy. Mobilny sprzęt grający raczy ucho.

Wyciągam nogi, wygodnie układam się w hamaku i odpływam przy ulubionych kawałkach muzycznych…

Skoro jesteśmy na ranczo startujemy z grillowaniem.

Muzyczny pomnik, który niewzruszenie przetrwał próbę czasu. Kiedy zrobiło się ciemno z głośników popłynęły pierwsze dźwięki, a na plenerowym ekranie pojawiła się postać Freddiego…

DZIEŃ DRUGI MERCURY BICYCLE TRIP:

Nowy wymiar działkowego spotkania w gronie pozytywnych ludzi. Esencja, esencji.

Oddycham przyrodą.

Relaksuję się, czuję jak błogie ciepło ogarnia mój umysł.

Nieustannie trwa proces okrywania kolejnych zakamarków naszej duszy. Jest to nadzwyczaj pasjonujące.

W piątek w ramach pierwszej z wycieczek po okolicznych terenach odwiedzamy Łaskarzew (KOT) i tamtejszy punkt kontrolny:

  • Kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z 1884, zniszczony w czasie ostatniej wojny, odbudowany i gruntownie przebudowany w 1946 w stylu eklektycznym;

Dojeżdżamy także do wsi Nowa Krępa (KOT), która skrywa zabytkowy dworek, w zasadzie jego ruinę. Nie mniej jednak nie udaje nam się go odnaleźć. Przyspieszamy bowiem goni nas burza. Skrywamy się przed nią w lokalnej pizzerii.

Łączny dystans dzienny wyniósł: 32 km.

DZIEŃ TRZECI MERCURY BICYCLE TRIP:

Dziecko jest w każdym z nas.

Interesujące jest obserwowanie wzrostu w każdym wydaniu.

Chwilo trwaj…

Spoglądam w stronę księżyca… W sercu mam poczucie spełnienia.

Ogień zawsze działał na mnie kojąco.

DZIEŃ CZWARTY MERCURY BICYCLE TRIP:

W niedzielę czas wrócić do rzeczywistości. Za cel naturalnie rzecz biorąc obieramy Warszawę.

Jeden z przystanków w mijanej wsi ulokowanej gdzieś pośród lasów.

Tak wymagające odcinki także się pojawiały.

Kosztowało nas to sporo czasu i wysiłku, ale każdą napotkaną przeszkodę pokonywaliśmy brnąc cały czas w stronę celu.

Powrót na asfalt stanowił wspaniałe doładowanie psychiczne.

Po drodze napotkany pomnik upamiętniający poległych Polaków.

W trakcie drogi odwiedzamy Warszawice (KOT). We wsi natrafiono na ślady dużego cmentarzyska typu kloszowego z okresu kultury łużyckiej. Niestety nie zwiedziliśmy bowiem jak się okazuje w chwili obecnej jest tam wysypisko śmieci. Po krótkim postoju na jedzonko pod tamtejszym kościołem parafialnym Św. Jana Chrzciciela kręcimy dalej.

Po zdobyciu podjazdu na drodze krajowej numer 50 koniecznie trzeba było złapać kilka głębokich wdechów, co stanowiło idealny moment na zrobienie zdjęcia.

Nie mogliśmy się oprzeć pokusie. Będąc już niedaleko domu wstąpiliśmy do Tandem baru.

Jeśli dążysz do wyznaczonego celu nie obowiązują Cię znaki STOP.

Należy pamiętać o jednym: wytrwałość przede wszystkim.

W ostatnim dniu wyprawy pokonaliśmy dystans 77 km.

KONKLUDUJĄC:

Wspólne dzielenie pozytywnych emocji jest dobrobytem, którego może zaznać człowiek. Było sporo kilometrów nakręconych tandemem wraz z Zuzanką, która pokonała kolejne mury (nasze sportowe manewry finalnie doprowadziły do nakręcenia łącznie 212 km i zebrania 40 punktów do książeczki kolarskiej), smaczne jedzonko, soczysta nuta, pozytywna energia, Bliscy i wspaniała natura. Dla takich chwil warto poświęcić wiele.

Namacalną pamiątką pozostanie grawerowany breloczek do kluczy. Na co dzień będzie przypominał, jak niezwykle przyjemnym jest etap następujący po tym, jak zdobywamy własne góry.

Prawdziwa fortuna jest w nas. Im więcej pozytywnej energii oddajemy otoczeniu, tym bardziej wartościowe i pełne jest nasze życie. Wszyscy za czymś gnają: za karierą, pieniędzmi, itp., ja zaś postanowiłem podążać za ideą bycia z ludźmi. Nie obok nich, ale wraz z nimi. Z wartościowymi ludźmi, którzy mnie otaczają. W końcu sens egzystencji jest w pełni zindywidualizowany.

Myślę, że moja koncepcja wiążąca się z przekształceniem zwyczajnego wyjazdu na działkę padła na żyzny grunt i zainicjowany został projekt inspirujący do dalszych działań. W głowie kłębią się kolejne pomysły a emocje są jak najbardziej pozytywne. Zapisujemy tandemowe dzienniki dalej…  Pora na kluczowe pedałowanie obecnego sezonu. Nadciąga wielkimi krokami, a emocje sięgają niemalże zenitu. Działamy Działamy dalej…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Tumblr
  • LinkedIn
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *